Czy chrześcijanin może uprawiać hazard?

Ktoś kupuje los na loterii. Wydaje kilka złotych, licząc na wielką wygraną. Ktoś inny obstawia wynik meczu piłkarskiego. A ktoś jeszcze regularnie odwiedza kasyno internetowe. Każdy z nich może powiedzieć: „Przecież to tylko zabawa. Nikomu nie robię krzywdy. To moje pieniądze”.

Ale czy rzeczywiście jest to wyłącznie prywatna sprawa? Czy chrześcijanin może bez zastrzeżeń w tym uczestniczyć?

A może już samo uczestnictwo w grach, w których można wygrać lub stracić pieniądze, jest sprzeczne z zasadami chrześcijańskiego życia?

Hazard przestał kojarzyć się wyłącznie z kasynem, ruletką czy automatami do gry. Przeniósł się do naszych telefonów. Wystarczy kilka dotknięć ekranu, aby postawić pieniądze na wynik meczu, wydarzenie sportowe, a nawet zupełnie nieprzewidywalne zdarzenie. Można to robić w domu, w autobusie, podczas przerwy w pracy, niemal wszędzie. I właśnie ta łatwa dostępność sprawia, że granica między okazjonalną rozrywką a niebezpiecznym przyzwyczajeniem może zacierać się szybciej, niż nam się wydaje.

We wrześniu 2026 roku chrześcijański magazyn „Christianity Today” opublikował artykuł poświęcony hazardowi wśród młodych chrześcijan. Oddano w nim głos studentom amerykańskich uczelni, którzy obserwują rosnącą popularność zakładów internetowych.

Jeden z nich opowiadał, że podczas zajęć większość siedzących w pobliżu młodych mężczyzn śledziła na komputerach zakłady sportowe i transmisję meczu. Wykład stał się właściwie dodatkiem do obstawiania wyników. Inny student wspominał znajomego, który o wpół do piątej rano oglądał chiński mecz koszykówki tylko dlatego, że postawił na niego pieniądze.

Jeszcze inna studentka opisała sytuację, w której jej znajomi, wcześniej bez problemu płacący za wspólne wyjścia, po serii przegranych zaczęli mieć trudności z pokrywaniem zwykłych wydatków. Jeden z nich przez tydzień korzystał z pomocy współlokatora, ponieważ stracił pieniądze na zakładach.

Te przykłady pokazują, jak łatwo niewinna, wydawałoby się, rozrywka może zacząć organizować człowiekowi życie. Hazard nie musi od razu prowadzić do finansowej katastrofy. Czasem zaczyna od zajmowania naszej uwagi, czasu i myśli.

Różnica zdań

Wśród chrześcijan nie ma jednomyślności. Niektórzy uważają, że hazard sam w sobie nie musi być grzechem, podobnie jak wypicie kieliszka wina nie oznacza jeszcze pijaństwa. Problem pojawia się wtedy, kiedy człowiek traci umiar, popada w uzależnienie albo pieniądze zajmują w jego życiu miejsce należne Bogu.

Inni odpowiadają zdecydowanie: hazard nie jest wyłącznie kwestią umiaru. Już sama jego natura może kształtować niewłaściwy stosunek do pieniędzy, pracy i odpowiedzialności.

A co na ten temat mówi Biblia?

Co ciekawe, nie znajdziemy w niej przykazania, które brzmiałoby: „Nie będziesz uprawiał hazardu”. Pismo Święte nie wymienia zakładów sportowych, loterii czy kasyn jako odrębnej kategorii grzechu. Nie oznacza to jednak, że nie ma nic do powiedzenia na ten temat.

Apostoł Paweł ostrzega, że ci, którzy pragną się bogacić, wpadają w pokusy i sidła, a miłość do pieniędzy staje się źródłem wielu nieszczęść (1 Tm 6,9–10). Zwróćmy uwagę: nie same pieniądze, ale miłość do nich. Nie posiadanie majątku, lecz postawa serca, w której bogactwo staje się celem nadrzędnym.

W tym miejscu pojawia się ważne pytanie: co właściwie pociąga człowieka w hazardzie? Czy wyłącznie emocje i rozrywka? A może marzenie o szybkim zdobyciu pieniędzy, bez pracy i wysiłku? Pragnienie, aby jedna szczęśliwa chwila odmieniła całe życie?

Księga Przysłów przypomina, że majątek zdobyty łatwo, maleje i natomiast cierpliwe i systematyczne gromadzenie przynosi trwalsze rezultaty (Prz 13,11). Nie jest to bezpośrednie nauczanie o hazardzie, ale z pewnością wskazuje na wartość pracy i cierpliwości.

Właściciel czy zarządca?

Ewangelikalni autorzy Darin White i Robert Brooks, pisząc dla serwisu The Gospel Coalition o zakładach sportowych, zwracają uwagę na jeszcze jeden wymiar tej sprawy. Chrześcijanin powinien postrzegać siebie nie jako absolutnego właściciela wszystkiego, co posiada, ale jako zarządcę dóbr powierzonych mu przez Boga.

To istotna różnica. Jeżeli pieniądze są dobrem, za które ponoszę odpowiedzialność, nie wystarczy powiedzieć: „Mogę z nimi zrobić, co zechcę”. Powinienem również zapytać: „Czy dobrze nimi gospodaruję? Czy sposób ich wydawania odpowiada wartościom, które wyznaję?”.

Oczywiście nie oznacza to, że każdy wydatek musi przynosić finansowy zysk. Chrześcijanin może przecież zapłacić za bilet do kina, koncert czy wyjazd turystyczny. Nie wszystko, co robimy dla przyjemności, jest marnotrawstwem.

Ale hazard ma szczególną cechę. Jego atrakcyjność opiera się na możliwości zdobycia pieniędzy dzięki przegranej innych uczestników. Organizatorzy zaś tak konstruują zasady, aby w dłuższym okresie sami osiągali zyski. Nieprzypadkowo kasyna i firmy bukmacherskie potrafią generować ogromne dochody. Ich działalność nie opiera się przecież na systematycznym wzbogacaniu graczy.

White i Brooks podkreślają także różnicę między hazardem a inwestowaniem. W inwestowaniu kapitał może służyć rozwojowi przedsiębiorstw, tworzeniu produktów, usług i miejsc pracy. Hazard natomiast polega przede wszystkim na rywalizacji o pieniądze, w której zyskom jednych odpowiadają straty innych.

Inwestowanie również wiąże się z ryzykiem, ale samo ryzyko nie czyni jeszcze działalności hazardem. Ważny jest też jej cel i charakter.

Kiedy rozrywka zaczyna rządzić człowiekiem

Jest jeszcze jeden problem, którego nie wolno lekceważyć: uzależnienie.

Człowiek zaczyna od niewielkich kwot. Potem pojawia się pierwsza wygrana, która rozbudza apetyt. Po niej przychodzi przegrana i pragnienie odegrania się. Jeszcze jeden zakład, jeszcze jedna szansa, jeszcze jedna próba odzyskania pieniędzy. W ten sposób coś, co miało być rozrywką, może zamienić się w przymus.

Apostoł Paweł napisał: „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne”. I zaraz dodał, że nie pozwoli, aby cokolwiek nad nim zapanowało (1 Kor 6,12).

To niezwykle ważna zasada chrześcijańskiej wolności. Nie chodzi tylko o pytanie, czy coś jest formalnie zabronione. Trzeba również zapytać, czy dana rzecz służy mojemu dobru, czy nie zaczyna mną rządzić i czy nie niszczy moich relacji z innymi ludźmi.

Czy zatem człowiek, który raz na jakiś czas kupi los na loterii, popełnia grzech? Nie chciałbym stawiać znaku równości między takim zachowaniem a człowiekiem, który przegrywa rodzinne oszczędności w internetowym kasynie. Biblia daje nam zasady moralnej oceny, ale nie upoważnia do automatycznego potępiania wszystkich jednakowo.

Z drugiej strony nie chciałbym również bagatelizować problemu. Nie wszystko, czego Biblia wprost nie zakazuje, jest przez to mądre i pożyteczne.

Co powinien zrobić Kościół?

W dyskusji opublikowanej przez „Christianity Today” pojawia się jeszcze jeden ważny wątek: odpowiedzialność wspólnot chrześcijańskich za osoby, które znalazły się w pułapce hazardu.

Łatwo powiedzieć człowiekowi uzależnionemu, że powinien przestać. Znacznie trudniej towarzyszyć mu w wychodzeniu z nałogu. Tymczasem uzależnienie od hazardu może niszczyć nie tylko finanse, ale również małżeństwo, relacje rodzinne, zdrowie psychiczne i zaufanie bliskich.

Kościół nie powinien więc ograniczać się do moralizowania. Potrzebne są rozmowa, wsparcie, pomoc w uporządkowaniu sytuacji finansowej, a nieraz również profesjonalna terapia. Chrześcijańska troska o bliźniego obejmuje przecież nie tylko wskazywanie właściwej drogi, ale również pomoc tym, którzy z niej zeszli i nie potrafią samodzielnie wrócić.

Ważna jest także profilaktyka: uczenie odpowiedzialnego gospodarowania pieniędzmi, wartości pracy, hojności i zadowolenia z tego, co posiadamy. To znacznie więcej niż samo ostrzeganie przed hazardem.

Gdzie jest twój skarb?

Na koniec warto przypomnieć słowa Jezusa: „Gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje” (Mt 6,21).

Może więc najważniejsze pytanie nie brzmi: „Ile mogę postawić, żeby jeszcze nie zgrzeszyć?”. Może lepiej zapytać: „W czym pokładam nadzieję? Co daje mi poczucie bezpieczeństwa? Czy naprawdę ufam Bogu, czy coraz bardziej liczę na szczęśliwy traf?”.

Nie chodzi o to, aby każdemu, kto kiedykolwiek kupił los na loterii, przypisywać chciwość czy brak wiary. Chodzi raczej o uczciwe przyjrzenie się swoim motywacjom, nawykom i temu, co stopniowo zaczyna zajmować nasze serce.

Chrześcijaństwo nie jest przecież sztuką sprawdzania, jak blisko granicy grzechu można podejść. Jest uczeniem się życia, w którym nasze decyzje, również finansowe, odzwierciedlają zaufanie do Boga.

A prawdziwa nadzieja nie zależy od tego, czy wypadną właściwe liczby.

Źródła: Haleluya Hadero (oprac.), Can Christians Gamble? i
Darin White, Robert Brooks, Should a Christian Bet on Sports?

Najnowsze na YouTube