Publiczna egzekucja. Czy powinniśmy oglądać śmierć drugiego człowieka?

Czy zdecydowałbyś się oglądać na żywo egzekucję człowieka skazanego na śmierć? A jeśli tak, to dlaczego? Z ciekawości? Z przekonania, że sprawiedliwości powinno stać się zadość? A może po prostu dlatego, że masz taką możliwość?

To pytanie nie jest wyłącznie teoretyczne.

W Stanach Zjednoczonych na 3 grudnia 2026 roku zaplanowano egzekucję człowieka skazanego za zamordowanie trzynastu osób. Kontrowersje wzbudziła zapowiedź transmitowania jej na żywo w internecie. Jeśli do tego dojdzie, tysiące, a być może miliony ludzi będą mogły obserwować ostatnie chwile życia skazanego. Nie wychodząc z domu, siedząc wygodnie przed komputerem albo trzymając w ręku telefon.

Właśnie ta zapowiedź skłoniła mnie do zastanowienia się nad pytaniem: czy wszystko, co możemy zobaczyć, rzeczywiście powinniśmy oglądać?

Nie zamierzam rozstrzygać tutaj zasadności kary śmierci. To odrębny temat, nad którym chrześcijanie dyskutują od stuleci. Chciałbym skupić się na czymś innym: na nas, potencjalnych widzach.

Co ciekawe, podobnymi zagadnieniami zajmowali się już chrześcijanie żyjący niemal dwa tysiące lat temu. A ich spostrzeżenia okazują się zaskakująco aktualne również dzisiaj.

Gdy ludzka śmierć była rozrywką

Cofnijmy się do starożytnego Rzymu.

Publiczne widowiska cieszyły się tam ogromną popularnością. W amfiteatrach organizowano walki gladiatorów, występy z udziałem dzikich zwierząt, a także egzekucje skazanych. Tłumy przychodziły oglądać rzeczywistą przemoc, cierpienie i śmierć. To, co dla jednego człowieka oznaczało koniec życia, dla innych stawało się rozrywką.

Pierwsi chrześcijanie żyli w samym środku tej kultury. Niektórzy sami ginęli na arenach, wystawiani na okrucieństwo zgromadzonych tłumów. Nic więc dziwnego, że chrześcijańscy pisarze zaczęli zastanawiać się nie tylko nad samą przemocą, ale również nad odpowiedzialnością ludzi, którzy przychodzili ją oglądać.

Jednym z nich był Tertulian, żyjący na przełomie II i III wieku.

W dziele „O widowiskach”, w rozdziale dziewiętnastym, napisał:

„Bez wątpienia dobrze jest, gdy winni zostają ukarani. Któż temu zaprzeczy, poza samym winnym? A jednak niewinny nie może znajdować przyjemności w cierpieniu drugiego człowieka. Raczej smuci się, że jego brat popełnił tak ciężki grzech, że zasłużył na tak straszną karę”.

To ważne rozróżnienie. Tertulian nie twierdzi, że przestępca nie powinien ponosić konsekwencji swoich czynów. Zwraca jednak uwagę, że nawet uzasadniona kara nie powinna być dla innych źródłem przyjemności.

Wskazuje również na ograniczenia ludzkiej sprawiedliwości. Skąd mamy pewność, że każdy skazany rzeczywiście jest winny? Przecież sędzia może się pomylić. Mogą zawieść świadkowie, obrona, a nawet cały wymiar sprawiedliwości.

W ten sposób Tertulian przypomina zarówno o powadze ludzkiej śmierci, jak i o odpowiedzialności tych, którzy przyglądają się wykonywaniu wyroków.

Czy oglądanie przemocy może nas czegoś nauczyć?

Jeszcze mocniej wypowiadał się Cyprian z Kartaginy, biskup żyjący w III wieku, który sam poniósł śmierć męczeńską.

W dziele „Do Donata” pisał o walkach gladiatorów:

„Człowiek zostaje zabity, aby drugi człowiek mógł doznać przyjemności, a umiejętność zabijania staje się ćwiczeniem i sztuką”.

Następnie zwrócił uwagę na coś niezwykle istotnego: w takich widowiskach zbrodnia nie tylko jest popełniana, ale również nauczana.

Co miał na myśli?

Oglądanie przemocy może stać się pewnego rodzaju szkołą. Szkołą okrucieństwa, obojętności i przyzwyczajania się do cierpienia. Człowiek patrzy, przeżywa emocje, oswaja się z tym, co widzi, a czasami zaczyna oczekiwać coraz mocniejszych wrażeń.

Cyprian podkreślał również, że moralna odpowiedzialność nie kończy się na człowieku, który zadaje śmierć. Dotyczy także widzów świadomie szukających przyjemności w oglądaniu zabijania.

Nie oznacza to oczywiście, że każdy, kto zobaczy scenę przemocy, automatycznie ponosi odpowiedzialność za to, co się wydarzyło. Możemy być przypadkowymi świadkami tragedii, możemy oglądać materiały dokumentalne lub informacyjne, aby zrozumieć wydarzenia.

Czymś innym jest jednak świadome poszukiwanie podobnych obrazów dla emocji, ekscytacji czy satysfakcji z cudzego cierpienia.

Podobne przekonania wyrażali inni chrześcijańscy pisarze tamtego okresu.

Atenagoras z Aten, żyjący w II wieku, pisał, że chrześcijanie nie chcą nawet oglądać człowieka pozbawianego życia, choćby kara była sprawiedliwa. Tak uzasadniał ich sprzeciw wobec krwawych widowisk.

Z kolei Laktancjusz, piszący na przełomie III i IV wieku, uważał, że człowiek znajdujący przyjemność w oglądaniu śmierci drugiego człowieka, nawet sprawiedliwie skazanego, kala własne sumienie.

To mocne słowa. Nie wszyscy ojcowie Kościoła mieli jednakowe stanowisko wobec samej kary śmierci. Wielu przestrzegało natomiast przed zamienianiem ludzkiego cierpienia w widowisko.

Człowiek, który nie chciał patrzeć

Czy takie widowiska rzeczywiście mogą zmienić człowieka? Czy ktoś, kto początkowo odczuwa odrazę wobec przemocy, może z czasem zacząć się nią fascynować?

Niezwykle interesującą historię opowiedział Augustyn w swoich „Wyznaniach”.

Jego przyjaciel Alipiusz nie znosił krwawych walk gladiatorów. Uważał je za coś złego i nie chciał w nich uczestniczyć.

Pewnego dnia znajomi zabrali go jednak, mimo jego protestów, do amfiteatru. Alipiusz postanowił, że nie będzie oglądał widowiska. Usiadł i zamknął oczy.

W pewnym momencie rozległ się potężny krzyk tłumu. Coś musiało się wydarzyć. Ciekawość okazała się silniejsza od jego postanowienia. Otworzył oczy.

Zobaczył krew.

I wtedy stało się coś, czego sam prawdopodobnie się nie spodziewał. Zamiast odwrócić wzrok, zaczął patrzeć. Zamiast odczuwać odrazę, poczuł fascynację. Wkrótce krzyczał razem z innymi, przeżywał te same emocje i czerpał przyjemność z tego, czego wcześniej nie chciał nawet oglądać.

Co więcej, opuścił amfiteatr z pragnieniem powrotu, a nawet przyprowadzania tam innych.

Augustyn opisał tę chwilę następującymi słowami:

„Zobaczył krew i wraz z nią wchłonął dzikość”.

To niezwykle ważna historia. Nie zawsze to, co oglądamy, pozostaje jedynie obrazem przed naszymi oczami. Czasami zaczyna zmieniać to, co dzieje się w naszym sercu.

Alipiusz nie poszedł do amfiteatru dlatego, że kochał przemoc. Przeciwnie, był do niej nastawiony bardzo krytycznie. A jednak to, co zobaczył, zaczęło zmieniać jego sposób myślenia i reagowania.

Augustyn pokazuje nam coś, o czym warto pamiętać również dzisiaj: nie zawsze mamy pełną kontrolę nad tym, jaki ślad pozostawiają w nas oglądane obrazy.

Starożytny amfiteatr i współczesny internet

Dawniej człowiek musiał przyjść do amfiteatru, aby uczestniczyć w krwawym widowisku. Dzisiaj widowisko przychodzi do niego. Nie musi go nawet szukać. Może otrzymać nagranie od znajomego albo natknąć się na nie przypadkiem podczas przeglądania mediów społecznościowych.

Wystarczy telefon, komputer, dostęp do internetu. Możemy oglądać praktycznie wszystko, zatrzymywać obraz, odtwarzać go ponownie i przesyłać innym.

W starożytności egzekucja odbywała się w określonym miejscu i czasie. Dzisiaj jej nagranie może krążyć po internecie przez całe lata. Może zostać wyrwane z kontekstu, przerobione na krótki film, opatrzone komentarzem, a nawet wykorzystane jako element internetowego żartu.

Śmierć człowieka może zostać sprowadzona do kolejnego materiału przyciągającego uwagę.

Ktoś powie, że przecież Biblia również wspomina o publicznych karach śmierci. To prawda. W Księdze Powtórzonego Prawa czytamy, że wiadomość o wymierzonej karze miała wzbudzać bojaźń i powstrzymywać innych przed popełnianiem podobnego zła.

Trzeba jednak pamiętać, że przepisy nadane starożytnemu Izraelowi funkcjonowały w określonym kontekście historycznym i religijnym. Nawet jeśli publiczny charakter kary może pełnić funkcję odstraszającą, nie oznacza to jeszcze, że oglądanie egzekucji powinno stawać się masową rozrywką.

W Księdze Ezechiela 18,23 czytamy słowa Boga:

„Czyż mam upodobanie w śmierci bezbożnego — mówi Pan Bóg — a nie raczej w tym, by zawrócił ze swej drogi i żył?”

Bóg jest sprawiedliwy i traktuje zło poważnie. Ale Jego sprawiedliwość nie oznacza czerpania radości z ludzkiego cierpienia.

Jako chrześcijanie patrzymy również na krzyż Jezusa Chrystusa. Ukrzyżowanie było nie tylko sposobem wykonania wyroku śmierci, lecz także publicznym upokorzeniem skazanego.

Pod krzyżem stali ludzie o różnych postawach. Jedni cierpieli wraz z Jezusem. Inni drwili, wyśmiewali Go i prowokowali. Byli również tacy, którzy po prostu obserwowali wydarzenia.

Nawet w obliczu tej samej śmierci ludzie mogli zachowywać się zupełnie inaczej.

Nie tylko dzieci potrzebują ochrony

Szczególnej ochrony przed drastycznymi obrazami potrzebują dzieci. Nie ma dobrego powodu, aby świadomie pokazywać im rzeczywiste sceny wykonywania kary śmierci. Takie obrazy mogą wywoływać lęk, pozostawiać trudne wspomnienia i wpływać na ich rozwijającą się wrażliwość.

Ale czy tylko dzieci potrzebują takiej ochrony? Czy my, dorośli, jesteśmy rzeczywiście odporni na to, co oglądamy?

Przecież my również jesteśmy kształtowani przez filmy, wiadomości, obrazy i komentarze. To wszystko może wpływać na nasz sposób postrzegania świata. Może rozwijać współczucie, ale może też stopniowo osłabiać naszą wrażliwość.

Nie oznacza to, że każdy, kto zobaczy nagranie egzekucji, stanie się bardziej okrutny. Ludzie reagują różnie, a znaczenie ma również cel oglądania i sposób przedstawienia wydarzenia. Nie powinniśmy jednak lekceważyć wpływu takich obrazów.

Czy wszystko musimy oglądać?

Nie chciałbym nikogo osądzać ani narzucać mu decyzji. Każdy z nas sam odpowiada za to, czym karmi swój umysł i serce.

Myślę jednak, że warto zadać sobie pytanie: dlaczego właściwie chciałbym oglądać śmierć drugiego człowieka?

Czy dlatego, że chcę lepiej zrozumieć jakieś wydarzenie? Czy może kieruje mną zwykła ciekawość? A może pojawia się we mnie poczucie satysfakcji, że człowiek, który dopuścił się strasznej zbrodni, teraz sam cierpi?

Nie każda odpowiedź będzie taka sama. I nie każdy, kto zobaczy podobne nagranie, będzie kierował się tymi samymi motywami.

Warto jednak pamiętać o Alipiuszu. O człowieku, który był przekonany, że potrafi zachować dystans wobec przemocy, dopóki pewnego dnia nie otworzył oczu.

Być może czasami warto je świadomie zamknąć. A jeszcze lepiej — wcześniej zdecydować, na co w ogóle chcemy patrzeć.

Nie dlatego, że nie interesuje nas sprawiedliwość. Ale dlatego, że zależy nam na zachowaniu wrażliwości na ludzkie cierpienie. Nawet wtedy, gdy cierpi człowiek, który dopuścił się wielkiego zła.


Więcej na ten temat opowiadam w audycji dostępnej na moim kanale YouTube. Zapraszam do wysłuchania pełnego materiału.

Wkrótce podam link. Jeszcze jej nie nagrałem 🙂

Źródła

  1. Tertulian, O widowiskach (De spectaculis), rozdz. XIX — New Advent.
  2. Cyprian z Kartaginy, Do Donata (Ad Donatum), rozdz. VII — New Advent.
  3. Atenagoras z Aten, Prośba za chrześcijanami (Legatio pro Christianis), rozdz. XXXV — New Advent.
  4. Laktancjusz, Instytucje Boże (Divinae institutiones), księga VI, rozdz. XX — New Advent.
  5. Augustyn z Hippony, Wyznania (Confessiones), księga VI, rozdz. VIII — New Advent.
  6. Associated Press, Pentagon says the firing squad execution of Fort Hood shooter Nidal Malik Hasan will be livestreamed, 8 października 2026 — AP News.

Teksty biblijne: Pwt 13,12 (w niektórych przekładach 13,11); Ez 18,23; ewangeliczne opisy ukrzyżowania Jezusa.

Uwaga redakcyjna: Cytaty z pisarzy wczesnochrześcijańskich zostały podane we własnym tłumaczeniu na podstawie dostępnych przekładów angielskich.

Najnowsze na YouTube