Główna / różne / Zmarł Warren Carter

Zmarł Warren Carter

Zapewne wielu z Was, którzy to czytacie znało Warrena. Był zaangażowany nie tylko w działania Europejskiego Aliansu Ewangelicznego, ale w szeroko rozumianą służbę misyjną zarówno w naszym kraju, jak i innych krajach byłego bloku wschodniego. 10-go lutego Warren Carter – amerykański misjonarz stacjonujący w Austrii – uległ poważnemu wypadkowi podczas jazdy na nartach. W zasadzie podczas nauki grupy dzieci jazdy na nartach, co samo w sobie powodowało, że jeździł bardzo ostrożnie. Ale stało się… przewrócił się i uderzył głową o coś, co przykryte było warstwą śniegu. Doznał bardzo poważnych obrażeń mózgu. Lekarze nie dawali rodzinie żadnych nadziei. Warren zmarł 14-go lutego. Jak napisała do nas jego żona Leanne, Miłość mojego życia odeszła ode mnie w Dniu Zakochanych. Osierocił dorosłego syna Christophera z żoną i trójką dzieci, 13-letniego Jonathana i 8-letniego Davida.

Worrena poznałem go w 1992r. Byłem wtedy polskim przedstawicielem pewnej zagranicznej misji zajmującej się ewangelizacją. Worren zaproponował wtedy mi oraz Jonowi Watkinsowi dyrektorowi Youth for Christ Poland zorganizowanie spotkania (konferencji) dla różnych misji pracujących w Polsce, podczas którego zaproszeni misjonarze, ewangeliści i pastorzy mogliby wymienić się doświadczeniami, poznać się, wymienić adresy kontaktowe. Konferencja odbyła się pod Warszawą i nosiła nazwę Polish Ministry Consultations.

Należy wspomnieć, że na zaistnienie Aliansu Ewangelicznego w RP, platformy powołanej do wypełniania podobnych zadań jak PMC trzeba wtedy było poczekać jeszcze długich osiem lat – stąd znaczenie PMC dla rozwoju ewangelizacji w Polsce (a tym samym rozwoju kościoła Jezusa Chrystusa w Polsce było ogromne! Roli tamtego pionierskiego spotkania nie da się przecenić!

Później Warren zainicjował jeszcze inne spotkanie – dla organizacji misyjnych pracujących z młodzieżą i studentami. Niestety na temat tego spotkania niewiele wiem, jako że wycofałem się z czynnego udziału w komitecie organizacyjnym (w tamtym czasie zajęty byłem zakładaniem kościoła a praca z młodzieżą nie leżała w sferze moich zainteresowań).

Spotykałem Warrena też na spotkaniach Europejskiego Aliansu Ewangelicznego (w Polsce, na Węgrzech, w Niemczech) gdzie niezmiennie od wielu lat prowadził grupę modlitwy. Zresztą modlitwa była jego pasją – gdziekolwiek był, nauczał na temat realności sfery duchowej w otaczającym nas świecie, zarażając innych tą modlitewną pasją.

Wielokrotnie był gościem w naszym domu, który „z austriacka” nazywał „Gasthaus Wala” (od imienia mojej żony:-). Lubił polską kuchnię. A nas próbował nauczyć polubić kuchnię meksykańską. Kiedy był w Warszawie zabierał nas do jednej z meksykańskich restauracji. Był świetnym rozmówcą, wykształconym i obytym. Doskonałym kompanem. Wiedział co to znaczy ciężko pracować, niedosypiać, spędzać po kilkanaście godzin w pociągach i na stacjach. Potrafił też odpoczywać w miłej nieformalnej atmosferze. Wspieraliśmy go, gdy umierała na raka jego pierwsza żona Cynthia. Jako nasz przyjaciel, wraz ze swoją drugą żoną Leanne, zaszczycił nas, przyjeżdżając na 5 rocznicę Ursynowskiej Społeczności Ewangelicznej.

Nie jestem pewien, jaką dalszą rolę odegrał Warren dla rozwoju kościoła w Polsce, ale wiem, że jego nieustanna służba nauczania i wspierania wysiłków ewangelizacyjnych obejmowała kraje Europy wschodniej, w tym Polskę. Mieszkając ze swą rodziną w Austrii (pod Wiedniem) wielokrotnie w ciągu roku gościł w Polsce (głównie na jej południowych krańcach). Był też częstym gościem w naszym ursynowskim zborze. Usługiwał na nabożeństwach, konferencjach weekendowych, wczasach rodzinnych, a także dzieląc się poruszającym świadectwem swojego życia w osobistych rozmowach, w prywatnych domach oraz w Ośrodku Terapii Uzależnień IPiN, gdzie wówczas pracowałem jako duszpasterz.

Wykładał nam na wczasach w Austrii (dzięki niemu możliwy był pobyt naszej licznej grupy w Baden). Nauczał mężczyzn podczas weekendu w Łucznicy. Stawiał wyzwanie pensjonariuszom Ośrodka Terapii Uzależnień, zachęcając ich do codziennego czytania Biblii. A jego żona, Lenne, usługiwała nam podczas konferencji dla kobiet: „Dotyk Ojca”. Obydwoje, niektórych z nas gościli u siebie w domu, dając – strudzonym podróżą – strawę i wygodne łóżko.

Tak pisali o nim inni po wczasach w Austrii:

* Jestem zachwycona… niekończącym się świadectwem Warrena i wykładami Słowa Bożego. Bardzo potrzebowałam przypomnieć sobie, jaki jest Bóg, czym jest Kościół i kim jesteśmy w Chrystusie.

* Wykłady Warrena, poparte jego osobistymi doświadczeniami, zrobiły na mnie ogromne wrażenie (nie zabrakło nawet łez).

* Wykłady Warrena, to były one przypomnieniem najważniejszych prawd chrześcijańskich, istoty relacji z Bogiem i bliźnimi.

* Bardzo ważne było dla mnie nauczanie. Mądre i ciekawe, dzięki któremu po raz kolejny przypomniałam sobie o najważniejszym przykazaniu miłości do Boga i do innych ludzi i o potrzebie przeżywania Boga we wspólnocie.

* Wykłady Warrena cały czas trafiały w te pytania, które nasuwały mi się od jakiegoś czasu. Cieszę się, że temat Kościoła mógł być tak głęboko przerobiony.

* Szczególnie chcę zwrócić uwagę na bardzo konkretne Słowo, związane z osobistą relacją Bóg-człowiek (raczej człowiek-Bóg) oraz relacją człowiek-człowiek. Cieszy zdrowe nauczanie dotyczące roli Kościoła w życiu chrześcijanina.

* Ostatni tydzień zmienił moje życie. Miałam pewne wątpliwości dotyczące wiary, lecz wykłady Warrena bardzo pomogły mi się z nimi uporać.

A tak pisali o nim mężczyźni po weekendzie w Łucznicy:

* Cieszę się też czasem spędzonym w małym pokoiku razem z facetami i Warrenem. Jestem zadowolony, że mogliśmy poruszyć wiele istotnych spraw (naszych męskich spraw) mówiąc wiele o naszych słabościach i rozmawiać o tym, jak możemy je zaakceptować i użyć w naszym życiu. Ważne też dla mnie były rozmowy na temat zranień. Zdałem sobie sprawę, jak łatwo nas zranić – chociaż chowamy się za maskami ‘twardzieli’ i udajemy, że ‘wszystko mamy pod kontrolą’.

* Wykłady Warrena rozbudziły we mnie pragnienie przestudiowania swojej tożsamości, jako dziecka Bożego i jako mężczyzny.

* Warren prowadził sesje w sposób otwarty, interaktywny. Myślę, że my mężczyźni zostaliśmy zachęceni do tego, żeby być odpowiedzialnymi za rodzinę, Kościół, miejsce pracy itp.

* Po raz pierwszy mogłem ‚zasmakować’ nauczania Warrena. Zapamiętałem jedną rzecz. Chyba najważniejszą i podstawową. Warren zawsze do niej powracał, koncentrował się właśnie na niej: „Kochać Boga”. Od tego wszystko się zaczyna. Dzięki Warren!

* Nasz gość Warren prowadził wykłady na temat Bożych celów i zadań, jakie zostały powierzone mężczyźnie. Wiele skorzystałem.

Ktoś, w odpowiedzi na powiadomienie o ciężkim stanie Warrena, napisał: …Jak wiele zawdzięczam Warrenowi, dobrze wiecie. Dla mojego zbawienia, nasz Pan posłużył się Nim nie mniej niż Pawłem, czy Tobą Walu. Może dobry Bóg zechce zachować Go dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji podjąć tego słynnego wyzwania albo o nim nie słyszeli…

Jaki był Warren? Kiedyś moja żona Wala napisała o nim tak: Amerykanin. Przystojny. W sile wieku. Ma piękne niebieskie oczy i uroczo nimi mruga. Nasz wieloletni wierny przyjaciel. Zdeklarowany misjonarz z powołania. Człowiek modlitwy. Mąż Pocieszenia (zachęcania). Wspaniały nauczyciel Słowa. To jego trzy główne służby. Ewangelista – chociaż mówi, że nie. Wesoły, otwarty, komunikatywny. Wychodzi z inicjatywą do ludzi. Lubi młodzież. Zawsze otwarty na działanie i współpracę. Tydzień przed jego wypadkiem napisałem do niego zapytanie, czy nie usłużyłby podczas konferencji dla mężczyzn w zborze na Siennej w Warszawie. Natychmiast odpisał: „Podaj tylko datę!” Po przejrzeniu kalendarza w zespole pastorskim zboru, znaleźliśmy wolny termin. Niestety nie zdążyłem odpisać – w niedzielę otrzymałem wiadomość z Austrii, że Warren walczy o życie…

Jego Świadectwo. Warren to w ogóle ciekawa postać. Zanim się nawrócił był jednym z szefów wielkiej korporacji w Stanach i jako taki zarabiał krocie! Miał do dyspozycji jeden z odrzutowców firmy. Posiadał siedem czy osiem samochodów – na każdą okazję: sportowe, terenowe, limuzynę. Powierzchnia mieszkalna jego domu miała ponad tysiąc metrów! Jak się domyślacie – człowiek żyjący na takim standardzie „nie potrzebował Boga” – a przynajmniej tak mu się wydawało… Jego głęboko wierzący rodzice modlili się jednak o niego i jego żonę Cynthię. I wymodlili! W pewnym momencie Warren stracił swoja posadę. Wydawało mu się, że ze swoich CV szybko znajdzie równie intratne zajęcie. Jednak tak się nie stało… Na skutek jego coraz bardziej agresywnych – wynikających z pogłębiającej się frustracji – zachowań, jego żona z synkiem przenieśli się do rodziców. Waren został sam…

I wtedy jego ojciec poprosił wierzącego mężczyznę, sąsiada Warrena, by ten jeszcze raz zaprosił go do kościoła. O dziwo, tym razem Warren nie odmówił. Poszedł na niedzielne nabożeństwo i usiadł w ostatniej ławce. I stamtąd zawołał do Boga. Bóg odpowiedział wkrótce powołując go na misjonarza i wysyłając do Europy. Żona z synkiem wróciła do niego – razem chodzili na nabożeństwa, razem przyjechali do Europy. Jak mówił mi Warren, nigdy nie zamieniłby służby misjonarza na życie biznesmana latającego własnym odrzutowcem… Kiedy go poznałem, przyjechał do Polski w zimie ubrany w liche, wiatrem podszyte paltko. Zwróciłem uwagę na rozpruty szef i zaproponowałem mu jedno z moich odzień. Odmówił. „Lubię swoje palto” – powiedział. Taki był Warren…

Pan zabrał Warrena do Siebie. Pogrzeb odbył się w środę, 23 lutego, w Baden (Austria). Niestety służbowa podróż do Anglii nie pozwoliła mi planować obecności na nim. Na prośbę Leanne wysłałem krótkie wideo, które zostanie odtworzone podczas nabożeństwa wspomnieniowego o Warrenie. Powiedziałem w nim jak ważną dla mnie osobą był Warren.

Polecam waszej modlitwie Leanne, synów, synową i troje wnucząt. Przed nimi bardzo trudny czas. Nawet, jeśli czerpią pociechę z tego, że Warren już nie cierpi i jest u Pana, to w chwili obecnej ból nagłego, zaskakującego rozstania jest większy.

K. Iłłakowiczówna napisała:
Pociesz mnie, Boże, daj mi łaskę szczęścia,
Świat mój pękł, rozerwał się na części.
Anioł wstał, drzewem życia jak huragan trzęsie…
Daj mi łaskę szczęścia.

I na zakończenie przypominają mi się także słowa księdza Jana Twardowskiego:

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego…

Paweł Jarosz

Zobacz również

MESITES – Jedyny Pośrednik

Autorzy Ewangelii różnorako określali Jezusa Chrystusa. Każdy z nadanych mu tytułów objawiał coś z jego …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *