Pastor po 18 lat pobytu w więzieniu zastaje dużo większy kościół

więzienie

Odebrałem telefon z zaproszeniem, by spotkać się z chińskim pastorem, będącym z wizytą w kościele niedaleko biura, z którego korzystałem jako redaktor naczelny i wydawca chrześcijańskiego magazynu.

Nigdy go nie zapomnę

Przyjąłem zaproszenie, przyznając, że nigdy o nim nie słyszałem. Do dziś pamiętam tamto spotkanie, i nigdy go nie zapomnę!

Chang Wong (nazwisko zmienione) okazał się ogromnie łagodnym i pokornym posługującym, a jego historia poruszyła mnie do łez. Z wielką pokorą opowiedział o swojej niewiarygodnej drodze wiary, służby, więzienia, bólu, upokorzenia… i ciągłego ufania ponadnaturalnemu Bogu.

Cichym głosem wspominał, że lata temu w Chinach było bardzo niewielu pastorów, nie tylko w sensie ogólnym, ale też z powodu wrogich działań chińskiego Biura Bezpieczeństwa Publicznego.

Sięgając wiele lat wstecz, pastor opowiadał, jak był jedynym posługującym na pewnym wysokogórskim terenie: bez transportu, wszędzie musiał brnąć pieszo. Młody, dopiero po ślubie, czuł Boże powołanie, by zamieszkać na tym zapomnianym obszarze i założyć tam mały, „tajny kościół domowy” – bez zespołu uwielbienia, pastorów pomocniczych, Biblii dla każdego. Był sam.

Chang Wong solidnie nauczał swoich wiernych na podstawie samego Słowa Bożego, żadnych książek, żadnych ludzkich filozofii. Wszyscy słuchali z uwagą, gdy mówił o swoim Panu i o cudownym działaniu Ducha Świętego. Zachęcał ich do przekazywania wiary i prowadzenia chrześcijańskiego życia. Ci biedni ludzie kochali Słowo Boże, ale by dostać choćby Nowy Testament, niektórzy z nich oszczędzali przez cały rok; inni wyrywali strony, by dawać innym, których wcale nie było stać.

„Spędzałem długie godziny na mozolnym marszu przez góry, by docierać na kolejne tajne spotkania” – powiedział pastor. „Moi słuchacze wierzyli w Ducha Świętego, o którym im opowiadałem; dostawaliśmy wiele proroctw, widzieliśmy wiele znaków i cudów, było wiele nawróceń”.

Uwięziony w zatęchłej, ciasnej celi

Gdy jego syn miał tylko cztery lata, pojawiły się prześladowania i dochodzenia policyjne, a Biuro Bezpieczeństwa Publicznego zabrało go wiele mil od domu. Zamknięto go w więzieniu, gdzie spędził 18 lat w samotnej, ciasnej celi, w której ledwo mógł stanąć, prawie bez możliwości ruchu.

Siedziałem w małym biurze kościoła, sądząc, że to ono jest ciasne. Faktycznie jednak nie dało się go porównać z warunkami, o których z pokorą mówił Chung.

Mimo to, z uśmiechem wspomniał, jak pewnego dnia celowo poprosił strażników, by pozwolili mu „być dobrym chrześcijaninem” i czyścić „latryny”, czyli kubły na odchody, które znajdowały się w każdej celi!

Uważając go za głupca, strażnicy ze śmiechem się zgodzili i zaczęli regularnie znosić do celi pastora dziesiątki cuchnących kubłów… lecz odtąd trzymając się z daleka od jego cuchnącego zamknięcia.

Lata mijały, ale z powodu odoru Chang mógł teraz być sam, bez siedzących w pobliżu strażników. W jakiś sposób poruszał się po ograniczonej powierzchni, mogąc swobodnie, na głos chwalić Boga, bez nękania czy bicia, cytując werset za wersetem i modląc się za swoją pozostawioną daleko rodzinę i małe kościoły domowe.

Musiałem wyglądać na wstrząśniętego, myśląc nie tyle o jego swobodnym uwielbianiu Boga, ile o upokorzeniu przebywania w wypełnionym smrodem, małym pomieszczeniu. Wtedy Chang ponownie się uśmiechnął i zacytował fragment 1 Listu do Koryntian 3:18: „Czy Paweł nie powiedział: 'Jeśli ktoś wśród was uważa się na tym świecie za mądrego, niech się stanie głupi, aby stać się mądrym'”.

W odpowiedzi również słabo się uśmiechnąłem. Nie bardzo wiedząc, co powiedzieć człowiekowi, który przez 18 lat siedział samotnie w zatęchłej celi, głupio zauważyłem: „Pewnie trudno było zachować wiarę, nie mając Biblii”.

Chang bez wahania cicho odpowiedział: „Ale dobrze było móc prywatnie czcić Pana”. Zastanowiłem się, co to znaczy, przypominając sobie duży, wygodny kościół ze wspaniałym wyposażeniem, do którego należałem, i tylko przełknąłem, odwracając głowę.

Niewiarygodne spotkanie

Z niewiadomego powodu, któregoś dnia Chang Wong został pomyłkowo zwolniony. Na piechotę, mila po mili, ruszył w górską wędrówkę do domu. Gdy w końcu dotarł na miejsce, spotkał się z uszczęśliwioną żoną i synem, teraz już 22-latkiem.

To było naprawdę radosne spotkanie! Co za szczęście móc obejmować żonę i syna, których nie widział przez 18 lat. Ale stało się coś jeszcze, co odebrało Changowi mowę. Z jakiegoś powodu ludzie, za których przez tyle lat się modlił, „po prostu wiedzieli”, że Chang wróci do domu, a teraz zebrali się, by posłuchać jego nauki.

Gdy jednak zaprowadzono go na plac, gdzie spodziewał się zobaczyć swoją „starą”, małą grupę, Chang zatrzymał się zaskoczony, wręcz oszołomiony. Przed sobą miał tysięczny tłum, który przyszedł się z nim spotkać i go posłuchać.

„Kim są ci wszyscy ludzie?” – zapytał zdumiony. „To twój kościół, pastorze” – ktoś powiedział. „Jechali wiele dni i pokonali wiele mil przez góry, by cię przywitać”.

„Mój kościół? Przecież latami mnie nie było. Jak to możliwe?” – nie mógł uwierzyć. „Była nas tylko garstka, gdy mnie zabrano. Kim są wasi pastorzy, którzy tak wiele osiągnęli?”.

„Ty jesteś naszym pastorem. Nie mamy żadnego innego pastora poza tobą” – usłyszał.

„Ja? Ale… Przez 18 lat byłem w więzieniu, nie było mnie tu” – mówił dalej zdumiony.

„Pastorze, my tylko robiliśmy to, co nam powiedziałeś, czego nas uczyłeś” – ktoś powiedział. „Docieraliśmy do zgubionych, uczyliśmy tego, o czym mówiłeś. Ufaliśmy Duchowi Świętemu, wierzyliśmy w Jego pomoc i modliliśmy się o cuda. Jesteśmy twoim kościołem, pastorze, a teraz prosimy, ucz nas więcej. Nie boimy się władz, ale tylko tego, by nie stracić Bożego kierunku”.

Poczułem wzbierające wzruszenie, zacząłem płakać i odwróciłem głowę.

Niezmienny priorytet: docieranie do zgubionych

Pokorny pastor opowiadał dalej, stawiając przede mną kolejne wyzwania.

Oto miałem przed sobą sytuację, w której wierni kościoła są nauczani i zachęcani przez mądrego posługującego, oddanego czciciela Jezusa, służącego mimo trudności. Podążają za duchowymi naukami swojego pastora, z wiarą oczekując znaków i cudów bez względu na okoliczności!

My również powinniśmy wychodzić do ludzi i wykorzystywać każdą okazję, jaką Bóg nam daje, gdziekolwiek i jakkolwiek się nadarzy: rozmowy telefoniczne, zakupy na rynku pomimo masek i zachowywania wymaganych odległości, spotkanie z sąsiadem, kontakt z kasjerem w supermarkecie, z obsługą sklepu, listonoszem, personelem medycznym w przychodni, przedstawicielem handlowym, innymi.

Przyznaję, nie „spisałem się” w każdej z tych sytuacji… ale nadal jestem otwarty na każdą okazję, jaką Pan mi daje. Nie chcę ich tracić!

Często zaczynamy rozmowę od jakiegoś miłego słowa, od szczerego podziękowania za coś. Albo, jak mi się kiedyś zdarzyło, gdy zadzwonił do mnie przedstawiciel handlowy: poprosiłem, by oddzwonił później, dodając po prostu „niech Bóg błogosławi”. Oddzwonił, a gdy kończyliśmy, zapytał, czy poprzednio naprawdę powiedziałem „niech Bóg błogosławi”. Skracając historię, rozmowa potoczyła się od słowa do słowa i mogłem opowiedzieć mu o Jezusie i Królestwie Bożym.

Może faktycznie powinniśmy wziąć pod uwagę sugestie różnych pastorów i ponownie przemyśleć, jak w obecnych czasach COVID-19 wypełniać Wielkie Posłannictwo.

Autor: Robert McQuillan
OnlinerConnect@gmail.com

Źródło: GODREPORTS

Inne
Chiny: Wtargnięcie do domu pastora

Zobacz również

przemoc

Uganda: Pastor, który przyprowadzał muzułmanów do Chrystusa, został zabity

Pastor Thomas Chikooma prowadził swą służbę w małym kościele zielonoświątkowym we wsi Ngalwe w Ugandzie. …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

chrześcijanin zaprasza