Fragment 3

CZĘŚĆ II – STAN PRZEJŚCIOWY

ROZDZIAŁ 9

Gdzie odchodzą duchy wierzących po śmierci?

Przeczytaj Hebr. 12:18—24

1. Związek tego pytania z pytaniami, na które odpowiedzieliśmy poprzednio.

W poprzednich rozdziałach wykazaliśmy, że zgodnie z Pismem każdemu człowiekowi pisana jest śmierć. Nauczyliśmy się też, iż dla wierzących jest ona zyskiem, a dzieje się tak dzięki zastępczej ofierze Chrystusa. Później udowodniliśmy, że człowiek składa się z dwóch wzajemnie ze sobą związanych części, a mianowicie z ciała i duszy (lub jeżeli ktoś woli, z ciała i ducha). Wykazaliśmy także, iż dusze przeżywają śmierć ciał i egzystują wiecznie, która to prawda nazywana bywa „doktryną o nieśmiertelności”. Pomimo to udowodniliśmy również, iż w znaczeniu zastosowanym w Biblii tylko Bóg jest nieśmiertelny a nieśmiertelność jest jego przyrodzonym, koniecznym i pierwotnym atrybutem. Ze wszystkich ludzi, tylko ci, którzy są w Chrystusie otrzymali od Niego dar wtórnej lub inaczej wyprowadzonej z tamtej pierwotnej nieśmiertelności. Dzięki niej są oni przeznaczeni do nieustającego szczęśliwego życia tak ciał jak i dusz.

Przyjmując, iż wszystko to jest prawdą i że po śmierci ciał dusze wiernych żyją nadal, to gdzie dusze te idą? Przeciwstawialiśmy się już teoriom tych, którzy utrzymują, że dusze umarłych po prostu przestają istnieć. Są jednak i inni. I tak na przykład rzymsko-katolicy wierzą, iż dusze większości wiernych nie idą wprost do nieba, lecz przechodzą przez czyściec (zagadnienie czyśćca zostawiamy na później). A nawet wśród protestantów są tacy, którzy wierzą, że całe tysiące wiernych nie idą od razu po śmierci do nieba. Leży przede mną książka, która zawiera wiele cennych myśli. Jest ona zatytułowana „Chrześcijanin po śmierci” — „The Christian after Death”.

Napisał ją R. E. Hough, pastor Centralnego Kościoła PrezbiteriańsKiego w Jackson, w stanie Missisipi. Wydała ją oficyna „The Moody Press, Chicago, Illinois”. Obok wielu cennych biblijnych prawd znalazłem w niej również kilka idei, z którymi w żaden sposób nie mogę się zgodzić. Jedna z nich mówi, że do momentu wniebowstąpienia Chrystusa dusze sprawiedliwych ludzi szły nie do nieba lecz do raju (por. Łuk. 23:43). Tezy tej autor dowodzi tak: „Jezus poprzez swoją śmierć zmienił miejsce zamieszkania pozbawionych ciał wiernych. Otworzył bramy raju i wypuścił ogromny tłum dusz, które czekały na dopełnienie się ofiary Jezusa, aby mógł ich triumfalnie wprowadzić do nieba” (s. 42—47). Dowiadujemy się także, iż inną nazwą raju, tego błogosławionego obszaru, który wszakże nie jest niebem brzmi „łono Abrahama” (por. Łuk. 16:22).

5. Nauka biblijna

Autor wydaje się wychodzić z założenia, iż jeżeli dwie lub więcej nazw jest używane dla określenia miejsca, do którego Boże dzieci odchodzą po śmierci, musi to oznaczać, iż istnieje kilka takich miejsc. Odmienna nazwa sugeruje mu inne miejsce. Czyż jednak nie byłoby dziwnym, gdyby tak wspaniałe miejsce jak niebo miało tylko jedną nazwę? Dlaczego „raj”, „łono Abrahama” i „niebo” nie mogą oznaczać tego samego miejsca oglądanego raz z jednego raz z drugiego punktu widzenia?

Wyobraźmy sobie, że podróżujemy szosą i nagle oczom naszym ukazuje się pretensjonalny budynek. Czy język polski jest na tyle ubogi, że tylko jednym słowem można adekwatnie opisać ten wspaniały gmach? Czy jest prawdopodobne, iż o tym domu będziemy mówić jako o „rezydencji”, „dworze”, czy nawet „pałacu”. Jeżeli tak rzecz się ma z ziemskimi wspaniałościami, dlaczego nie ma tak być w odniesieniu do niebiańskich?

Fakt, że „raj” i „niebo” są po prostu różnymi nazwami tego samego miejsca jasno wynika z porównania wierszy drugiego i czwartego z dwunastego rozdziału Drugiego Listu do Koryntian. Czytamy tam o kimś, kto został wzięty „do trzeciego nieba”. Można przypuszczać, iż pierwsze niebo oznacza chmury, drugie gwiazdy, trzecie zaś miejsce pobytu odkupionych. Natychmiast jednak zauważamy, że człowiek, który zgodnie z wierszem drugim został uniesiony do nieba, w wierszu czwartym jest opisywany jako wzięty do raju. To z pewnością dowodzi, iż „niebo” i „raj” są różnymi nazwami tego samego miejsca. Tak samo rzecz ma się z „łonem Abrahama”. Fakt iż dusza zmarłego Abrahama poszła do nieba wyraźnie wynika z Biblii (Hebr. 11:10, 16; patrz też Mat. 8:11).

Fakt, iż dusze Bożych dzieci idą po śmierci do nieba jest jasną i logiczną nauką płynącą z Biblii.

Psalmista mówi: „Prowadzisz mnie według rady swojej a potem przyjmiesz mnie do chwały. Kogóż innego mam w niebie, jeśli nie ciebie…” (Ps. 73:24—25). Z pewnością, nasz Ojciec ma w niebie dom, w którym jest wiele mieszkań (Jn 14:2). W czasie wniebowstąpienia nasz Pan wszedł „do samego nieba” (Hebr. 9:24). Wszedł tam jako „nasz poprzednik” (Hebr. 6:20). Być „z Jezusem” oznacza zgodnie z tym, być w niebie. Jezus zaś modlił się tymi słowy: „Ojcze! Chcę, aby ci, których mi dałeś, byli ze mną, gdzie ja jestem, aby oglądali chwałę moją…” (Jn 17:24). To, że człowiek wierzący nie musi czekać, lecz bezpośrednio po śmierci idzie do nieba jasno wynika z II Kor. 5:8 „wolelibyśmy raczej wyjść z ciała i zamieszkać u Pana”. Dla Pawła „rozstać się z życiem” oznaczało „być z Chrystusem” (Flp. 1:23). I wreszcie fragment, którego przeczytanie zalecałem na początku (Hebr. 12:18—24) upewnia nas, że już teraz „są zapisani w niebie” — słowa te dotyczą „zebrania pierworodnych”.

ROZDZIAŁ 10

Czy dusze odkupionych w niebie są świadome, czy nieświadome?

Przeczytaj II Kor. 5:1—8

1. Sen dusz. Teoria i argumenty jej zwolenników.

Dawno temu wygłaszałem kazanie do słuchaczy, którzy nie byli członkami mojego zboru. Zdumiała mnie uwaga, jaką uczyniła po nabożeństwie jedna z pań. W skrócie powiedziała tak: „Tak bardzo się cieszę, że wyjaśnił pan zagadnienie życia w niebie. Teraz wiem, że moi ukochani nie śpią, lecz są świadomi i radują się chwałą niebiańskiego żywota”. Wypada tu nadmienić, iż kobieta ta niedawno straciła dwoje ukochanych istot. ,,Widzi pan” — kontynuowała — „zastanawiam się nad tym, szczególnie zaś dlatego, iż pan… (tu padło nazwisko bardzo znanej osoby) rozpowszechnił wśród nas ideę, jakoby dusze tych, którzy umarli w Panu zapadły w stan nieświadomości i pozostawać mają w nim aż do powtórnego przyjścia Chrystusa i zmartwychwstania”.

Oczywiście czytałem prace dotyczące tej teorii. Wiem na przykład, iż dawniej w historii Kościoła istniała w Arabii mała sekta ludzi, którzy wierzyli w sen dusz. Podobnie w czasach Reformacji ten błąd popełniali niektórzy Anabaptyści — Kalwin obalił ich teorię w dziele „Psychopannychia”. W dziewiętnastym wieku niektórzy angielscy Irwingici wyznawali tę teorię, zaś w naszych czasach w coś podobnego do niej wierzą Russelici, aczkolwiek ich przekonania w rzeczywistości polegają na wierze w „koniec egzystencji”. Nie wiedziałem jednak, iż nawet w konserwatywnych kręgach chrześcijańskich w dniu dzisiejszym uznawane są te teorie.

Jakie więc są argumenty tych mylących się ludzi, na czym opierają oni swoje poglądy? Oto najważniejsze z nich:

a) Strumień świadomości zależny jest od doznań zmysłowych. Gdy, na przykład, widzę przystojnego młodzieńca, zaczynam o nim myśleć; gdy widzę model domu, zaczynam w moim umyśle planować wybudowanie pewnego dnia takiego samego budynku. Lub, słysząc dźwięki błyskotliwie granej muzyki, przeżywam w umyśle duchową ucztę. Jednakże w momencie śmierci następuje kompletny brak dopływu wszelkich bodźców zmysłowych. Człowiek nic nie widzi, nic nie słyszy, nic nie czuje, ani też nie odbiera doznań węchowych. A przeto bieg myśli również musi ulec zanikowi. Człowiek zapada w stan nieświadomości i śpi aż do chwili ponownego otrzymania ciała.

b) Biblia często opisuje śmierć jako sen (Mat. 27:52; Łuk. 8:52; Jn 11:11—13; Dz. 7:60; I Kor. 7:39 i 15:6; I Tes. 4:13. Patrz również dla porównania takie fragmenty Starego Testamentu jak: I Mojż. 47:30; V Mojż. 31:16; II Sam. 7:12). Co więcej w Piśmie znajduje się wiele fragmentów, które bliskie są twierdzenia, iż zmarli nie mają świadomości (Ps. 30:91; 115:17; 146:4; Kazn. 9:10; Iz. 38:18, 19).

c) Nigdzie w Biblii nie czytamy, aby ktoś zmartwychwstały opowiadał, co widział lub słyszał w niebie. Powód? Nic nie widział ani nie słyszał, bowiem był nieświadomy lub spał.

2. Odpowiedź

W sprawie pierwszego argumentu (patrz punkt (a) powyżej). Duszy człowieka nie można w pod żadnym pozorem traktować jako zwykłego narzędzia służącego zmysłom. Świadomość może funkcjonować bez dopływu bodźców. Bóg nie ma ciała, nie mają go też aniołowie. Genialny organista może przeżywać muzykę w duszy, nie potrzebuje organów do zagrania jej. Jego muzyczna świadomość nie zostaje mu odebrana, gdy pozbawi się go instrumentu.

W sprawie drugiego argumentu (patrz punkt (b) powyżej).

W żadnym miejscu Biblii nie jest napisane, że dusza człowieka, który odszedł, zasypia. To człowiek zasypia a nie jego dusza. Porównanie śmierci do zasypiania jest bardzo właściwe, bowiem: (l) sen zakłada odpoczynek od pracy a umarli również odpoczywają po pracach swoich (Obj. 14:13); (2) sen zakłada koniec uczestnictwa w tych działaniach, które były domeną człowieka w godzinach jawy a umarli również nie biorą już udziału w działaniach świata, który opuścili; (3) sen jest ogólnie rzecz biorąc wstępem do ocknięcia się a umarli również się obudzą. W tym znaczeniu porównanie snu do śmierci wydaje się szczególnie właściwe w odniesieniu do pełnego chwały przebudzenia oczekującego tych, którzy są w Chrystusie.

Cytowane fragmenty, aby mieć jakąkolwiek wartość dla zwolenników teorii snu duszy, musiałyby dowodzić, iż ci, którzy weszli do nieba nie biorą żadnego udziału w tym, co dzieje się w nowym regionie, do którego wkroczyli. Żaden zaś z fragmentów, do których odwołują się wyznawcy tej błędnej teorii tego nie czyni.

W sprawie trzeciego argumentu (patrz (c) powyżej).

Załóżmy, iż gdy Łazarz umarł, Pan, który wiedział, że za kilka dni wskrzesi go, utrzymywał jego duszę w stanie pozbawionego świadomości spoczynku. Czy taki wyjątek (i kilka mu podobnych) potwierdzałby regułę? Poza tym, jeżeli nawet przyjmiemy za prawdę, że ludzie wskrzeszeni z martwym (w ich liczbie i Łazarz) rzeczywiście doświadczyli (choć na krótko) w pełni świadomie radości życia w niebie, to skąd całkowita pewność, iż po powrocie na ziemię .mogli, bądź im było wolno, mówić o ich wspaniałych doznaniach. Przeczytajcie II Kor. 12:4.

3. Teoria śpiących dusz nie daje się pogodzie z tymi licznymi fragmentami Pisma, które jasno uczą lub implikują, iż w niebie dusze odkupionych są całkowicie przytomne.

Czy rzeczywiście muszę uwierzyć w to, że:

— odkupieni w niebie doznają obfitej radości i rozkoszy (Ps. 16:11) — śpiąc.

— dzięki sprawiedliwości widzą oblicze Boga i sycą się nim (Ps. 17:15) — śpiąc.

— zasiadają do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem (Mat. 8:11) — śpiąc.

— bogacz natychmiast po śmierci cierpiał męki i wołał (Łuk. 16) — śpiąc a Łazarz (ten, o którym mowa jest w podobieństwie) doznał pociechy (Łuk. 16). — również śpiąc.

— ci, za których Jezus ofiarował wzruszającą, piękną arcykapłańską modlitwę, oglądają w rezultacie tej modlitwy Jego chwałę (Jn 17:24) — we śnie.

— chwała, w porównaniu z którą utrapienia obecnego czasu nic nie znaczą, ma nam być objawiona (Rzym. 8:18) — podczas, gdy będziemy mocno spali.

— będziemy widzieć twarzą w twarz i poznamy całkowicie (I Kor. 13:12) — w czasie snu.

— gdy tylko wyjdziemy z ciała, zamieszkamy u Pana i będziemy się bardziej niż dotychczas rozkoszować wspólnotą z Nim (II Kor. 5:8) — wciąż śpiąc.

— śmierć jest dla nas, wierzących, zyskiem, o wiele lepszym niż wszystko, czego doświadczyliśmy na ziemi (Flp. 1:21) — pomimo że będziemy twardo spać.

— zebranie zapisanych w niebie pierworodnych (Hebr. 12:23) — jest zbiorem śpiących.

— pomimo wszystkich zapisanych w Księdze Objawienia antyfon i chórów (rozdziały 4, 5, 7 12) — my pozostaniemy pogrążeni w mocnym śnie.

— nowa pieśń będzie śpiewana (Ob j. 5:9; 14:3) — podczas gdy odkupieni będą pogrążeni we śnie.

— dusze zgromadzone u stóp ołtarza zawołają donośnym głosem (Ob j. 6:10) — a uczynią to we śnie.

— Jego słudzy służą Mu w Jego świątyni we dnie i w nocy (Obj. 7:15) — we śnie.

— dusze zwycięzców siedzą na tronie i żyją oraz panują wraz z Chrystusem (Obj. 20:4) — a wszystko to robią przez sen.

Bracia! Czy rzeczywiście chcecie, abym w to uwierzył? Osobiście wierzę w to:

„Gdy w sprawiedliwość przyodziany

oblicze Twoje ujrzę w chwale

Gdy z snu ciężkiego obudzony

przy Tobie. Panie, stanę

Gdy wieczny blask mnie opromieni…

Wtedy dopiero sobie powiem,

że osiągnąłem szczęście swoje”

ROZDZIAŁ 11.

W jakich warunkach żyją dusze w niebie i co tam robią?

Przeczytaj Obj. 7:9—17

1. Warunki życia.

Nigdy dość podkreślana i to z całą mocą, że odkupieni w niebie od chwili śmierci aż do wskrzeszenia ciał nie osiągnęli jeszcze ostatecznej chwały. Żyją oni w warunkach, które są ogólnie nazywane „stanem przejściowym”, a nie w stanie ostatecznym. Aczkolwiek, co nie ulega wątpliwości, są pogodni i szczęśliwi, ich szczęśliwość nie jest pełna.

W tej sprawie dr H. Bavinck wypowiada się następująco „Warunki, w jakich błogosławieni żyją w niebie, choć tak wspaniałe, noszą charakter prowizoryczny, a to z następujących przyczyn:

a) Błogosławieni są teraz w niebie i poza niebo wyjść nie mogą — nie posiadają jeszcze ziemi, która wraz z niebem została im przyobiecana jako dziedzictwo.

b) Co więcej, pozbawieni są ciał i owa bezcielesna egzystencja nie jest… zyskiem lecz stratą. Nie jest ona rozwinięciem lecz ograniczeniem istnienia, bowiem ciało ma dla człowieka zasadnicze znaczenie.

c) I wreszcie, część nie może być kompletna bez całości. Tylko we wspólnocie wszystkich świętych poznana zostanie pełnia miłości Chrystusa (Ef. 3:18). Jedna z grup wierzących nie może osiągnąć pełni, jeżeli nie będzie jej towarzyszyła druga grupa (Hebr. 11:40)” („Dogmatyka reformowanych” — Gereformeerde Dogmatick”, III wyd. Vol. 4, s. 708—709).

Z tym zgadzamy się w pełni. Nie oznacza to jednak, iż pomiędzy stanem przejściowym i stanem ostatecznym istnieje całkowita przepaść bądź że są one sobie przeciwstawne. Wręcz odwrotnie, jak pod wieloma względami życie w niebie, bezpośrednio po śmierci, jest kontynuacją życia na ziemi (patrz np. Jn 11:26; Obj. 14:13), tak też stan ostateczny jest kontynuacją stanu przejściowego. Nie będzie przeto wielkim błędem, jeżeli stwierdzimy, iż symbole użyte w Biblii dla opisania stanu ostatecznego mają coś wspólnego ze stanem pośrednim. Nowa Jerozolima w rzeczywistości należy do przyszłości, należy jednak i do teraźniejszości, w tej przynajmniej mierze, w jakiej teraźniejszość przepowiada przyszłość.

Mając to w pamięci możemy całkowicie legalnie wykorzystać Obj. 7:9—17 jako podstawowe źródło do rozważań nad stanem przejściowym.

Wiele cech, które znajdujemy w Księdze Objawienia 7 ma charakter negacji. Dowiadujemy się, iż odkupieni uwolnieni są od wszelkich trosk, trudów i prześladowań, nie łakną już, nie pragną i nie dokucza im upał. Są jednak i cechy pozytywne. Ich Pasterzem jest Baranek, który prowadzi swoje stado do źródeł wód. Woda symbolizuje wieczne życie, zbawienie. Źródła wód oznaczają źródła życia, bowiem poprzez Baranka odkupieni dostępują wiecznej i nieprzerwanej wspólnoty z Ojcem. I ostatecznie rzecz najsłodsza ze wszystkich: „I otrze Bóg wszelką łzę z ich oczu”. Oczy są nie tylko przetarte, lecz wszelka łza jest otarta tak, że pozostaje tylko doskonała radość, błogosławieństwo i chwała, najsłodsza wspólnota i bogate życie. I sam Bóg jest Autorem tego doskonałego zbawienia,

2. Zajęcie dusz

a. Dusze odpoczywają. Przeczytajcie Obj. 14:13. Ciało, co oczywiste, spoczywa w grobie czekając dnia zmartwychwstania. Ale i dusza odpoczywa od współzawodnictwa życia, od jego trudów, smutków, bólu i umysłowych udręk, a przede wszystkim od grzechu.

b. Dusze widzą twarz Chrystusa. Przeczytajcie Obj. 22:4. Rzecz jasna w jeszcze pełniejszym sensie będzie to prawdą po zmartwychwstaniu. Oczy odkupionych (tak, nawet dusze mają oczy, któż temu zaprzeczy?) są skierowane na Chrystusa będącego objawieniem Trójcy. Tu na ziemi nasze oczy często odwracają się od Jezusa. Przypomina nam o tym choćby znany obraz Goetze’a („Wzgardzony i odtrącony przez ludzi”), na którym łatwo zauważyć, iż wszystkie oczy odwracają się od przebitego włócznią i ubranego w cierniową koronę Zbawcy. Jednakże w niebie nasz Pan będzie w centrum zainteresowania i uwagi, bowiem Jego jest wszelka chwała, a my nie będziemy JUŻ egoistami. Nie będziemy przeto mogli odwrócić od Niego oczu.

c. Dusze słuchają. Czyż nie będą słyszały wspaniałych hymnów i chórów, o których mówi Księga Objawienia? Czyż żaden z odkupionych nie będzie mógł usłyszeć, co do niego mówią inni odkupieni, Chrystus i aniołowie?

d. Dusze pracują, „…i służą mu”. Będzie tam wiele prac do wykonania, jak to jasno wynika z Mt. 25:21, i jak to można wywnioskować z I Kor. 15:41.42. Będzie to ochocza służba, wykonywana z radością. Nie mówcie, iż jest ona niemożliwa tak długo, jak długo dusze są pozbawione ciała. Czyż aniołowie — którzy także są bezcieleśni — nie pełnią tam służby?

e. Dusze radują się. Ponieważ każde zadanie będzie tam w pełni satysfakcjonujące i przyjemne, odkupieni będą przy pracy śpiewali. Ten śpiew rzecz jasna, również stanie się inny po zmartwychwstaniu. Czyż jednak nie jest możliwe, aby dusze chwaliły Pana? Czyż nie jest możliwe, aby odkupieni mieli „muzykę w sercach swoich”? Co więcej, dusze te „wejdą do radości pana swego”.

f. Dusze żyją. Nawet w czasie trwania stanu pośredniego dusze prawdziwie żyją. Nie jest ich udziałem sen na jawie. Nie powinniśmy uznawać tych dusz za ciche cienie, które przepływają obok siebie. Nie, one żyją i radują się w obfitości i chwale wspólnoty (na ten temat mam nadzieję powiedzieć więcej w rozdziale 13). Co więcej dusze te żyją w Chrystusie. Gdzie On jest, tam i je można znaleźć. Co On czyni, i oni (na ile oczywiście jest to dla nich możliwe). On dzieli się z nimi wszystkim co ma. Jeżeli chcecie dowodu, przeczytajcie Obj. 3:12; 3:21; 4:4; patrz również 14:14; 14:1; 19:11; por. 19:14; 20:4.

g. Dusze panują. Dzielą one z Chrystusem chwałą panującego.

ROZDZIAŁ 12

Czy istnieje bezpośredni kontakt między zmarłymi i żyjącymi?

Przeczytajcie V Mojż. 18:9—15; Hebr. 11:39—12:2

1. Są tacy, którzy wierzą, iż istnieje jakiś bezpośredni kontakt o charakterze jednostronnym bądź dwustronnym.

Czy dusze tych, którzy odeszli widzą nas? Czy mogą się z nami kontaktować? Czy my możemy nawiązać kontakt z nimi?

a. Spirytualiści. Rozważmy przypadek piętnastoletniej Margaret i dwunastoletniej Kate Fox, gdy to się stało? Co się stało? Niech ich matka opowie nam historię, która jakoby wydarzyła się 30 marca roku 1848:

„Hałasy dawały się słyszeć we wszystkich częściach naszego domu… Usłyszeliśmy kroki w spiżarce, później zeszły one na dół. Nie mogliśmy się uspokoić — stwierdziliśmy, iż nasz dom został nawiedzony przez jakiegoś niespokojnego i nieszczęśliwego ducha”. Dnia 31 marca tajemnicze zjawisko powtórzyło się. Pani Fox opowiada dalej: „Moja najmłodsza córka Kate powiedziała klaszcząc w ręce, „Panie Splitfoot, niech pan robi to, co ja”. Natychmiast odezwały się dźwięki klaskania w ręce. powtarzając ruchy mojej córki z tą samą częstotliwością”,.. Później Margaret powiedziała dla zabawy: „A teraz rób to co ja. Liczę, raz, dwa, trzy, cztery; mówiąc to klaskała w ręce. Dźwięki pojawiły się podobnie jak poprzednio. Córka bała się powtórzyć to raz jeszcze”.

A więc, zgodnie ze stanowiskiem spirytualistów, istnieje bezpośredni kontakt tych, którzy odeszli z tymi, którzy nadal są na ziemi.

b. Rzymskokatolicy. Jak to dobrze wiadomo, uprawiają oni kult „świętych” znajdujących się w niebie i proszą ich o wstawiennictwo mówiąc na przykład: „Sancta Maria, ora pro nobis — Święta Mario, módl się za nami”. Czy jednak święci są rzeczywiście w stanie usłyszeć ich prośby? Opinie katolików w tej sprawie różnią się. Według niektórych pośrednikami są aniołowie, którzy informują świętych o treści zanoszonych na ziemi suplikacji. Inni uważają, że to Bóg informuje świętych o prośbach lub że święci odczytują te prośby z umysłu Boga. Inni jeszcze wierzą, iż duchy świętych mogą się tak szybko przemieszczać z miejsca na miejsce, iż nie potrzebują żadnych specjalnych informatorów. W ten sposób wskazują na istnienie jakiegoś bezpośredniego kontaktu.

c. Niektórzy protestanci. Muszę jednak stwierdzić ze zdziwieniem, iż nawet wśród prawdziwie ewangelicznych protestantów są tacy, którzy wierzą w jakiś rodzaj bezpośredniego kontaktu. W tym mianowicie sensie, iż ci, którzy odeszli i są w niebie widzą nas i, dzięki bezpośrednim kontaktom, wiedzą dokładnie co robimy. Z pewnym zdziwieniem zaobserwowałem wśród wyznawców tej teorii człowieka, którego prace pisane i kazania były wielkim błogosławieństwem dla Kościoła. Mam tu na myśli nikogo innego, lecz Clarence Edwarda Macartneya. W kazaniu dotyczącym Listu do Hebrajczyków 12:1 i dalej, komentuje on wyrażenie „mając koło siebie tak wielki obłok świadków” w następujący sposób:

„Z tego wielkiego wiersza wynika w sposób logiczny wniosek, iż zmarli obserwują nas i są świadomi tego, co robimy w tym życiu. Mam niewielkie tylko wątpliwości, że obserwują oni nasze życie na tym świecie” („Dalsze Kazania z życia”, — „Morę Sermons from Life”, s. 199 i 197).

2. Pismo święte odrzuca tę teorię.

Biblia jest całkowicie przeciwna idei jakiegokolwiek bezpośredniego kontaktu pomiędzy tymi, którzy odeszli a tymi, co zostali.

Odnośnie punktu a. spirytualiści. Nie tylko wspólnota między tymi dwoma grupami jest niemożliwa, lecz wszelkie usiłowania jej stworzenia są surowo zabronione przez Pana — patrz V. Mojż. 18.

Odnośnie punktu b. Rzymsko-katolicy. Aczkolwiek Pismo święte wszędzie skłania nas do wstawiania się jedni za drugimi Rzym. 15:30; Ef. 6:18.19; Koi. 1:2.3; I Tym. 2:1.2 itd) i naucza, że w rezultacie wstawienniczych modlitw Bóg często zsyła uwolnienie (II Mojż. 32:11—14; IV Mojż. 14:13—20, porównaj I Mojż. 18) to jednak nigdzie nie nakazuje nam prosić o wstawiennictwo tych, którzy odeszli z tego życia i nigdzie nie jest powiedziane, iż ci co odeszli mogą widzieć i słyszeć to, co my robimy.

W rzeczywistości Biblia sugeruje rzeczy wprost przeciwne. Zgodnie z nią, zmarli śpią w stosunku do rzeczywistości, którą opuścili (zostało to wykazane poprzednio). Nie wiedzą czy ich dzieci zdobywają szacunek, czy też żyją w poniżeniu (Hb 14:21). Ani Abraham, ani Jakub ze swoich niebiańskich mieszkań nie widzą i nie słyszą, co dzieje się z ich potomkami (Iz. 63:16, por. Kazn. 9:10). Nie trzeba tu chyba dodawać, iż. kult świętych który z łatwością ulega degeneracji i przechodzi. w oddawanie im czci i chwały, jest formą bałwochwalstwa surowo zakazanego przez Biblię.

W odniesieniu do c. — niektórzy protestanci. Prezentowane przez Clarence Edwarda Macartney’a wyjaśnienie Hebr. 12:1—2 jest niewłaściwe. Słuszną interpretację można znaleźć-w pracy H. Bavincka: „Dogmatyka reformowanych” Vol. IV,. wyd. III, s. 689. Istnieją również dobre komentarze do Listu do Hebrajczyków pióra J. C. Macaulaya, oraz W. H. Griffeth. Thomasa. Patrz również Erich Sauer: „Na arenie wiary” — „In the Arena of Faith”, s. 76. Ten ostatni autor tak pisze:

„Trudno przypuszczać, aby słowo „świadkowie” oznaczało,. iż ci ludzie Boży są obserwatorami… współczesnych współzawodnictw i walk. Nie jest tak, aby ze swoich krzeseł na podniesieniu obserwowali oni walki toczone na znajdującej się poniżej arenie. Nie ma żadnych biblijnych dowodów na to, że ci, którzy porzucili ziemskie życie biorą aktywny i świadomy udział w jego sprawach, włączając w to sprawy wojującego-Kościoła. Oni (bohaterowie wiary wspomniani w Hebr. 11) są tu opisywani jako ludzie, którzy dawali świadectwo swoim pokoleniom a badanie ich życia stanowi dla nas przykład wiary w działaniu, przykład odnoszenia zwycięstw w Bogu. Aczkolwiek śmierć zabrała ich ze sceny, to jednak ich świadectwo pozostało. A więc w ten sposób, w tym rozumieniu, owi bohaterowie wiary dnia przeszłego są obecni wśród nas dzisiaj. W pewnym sensie otaczają oni nas i umacniają nas w wierze”

ROZDZIAŁ 13

Czy tam rozpoznamy się nawzajem?

Przeczytaj Łuk. 16:1—9

1. Czy słuszne jest pragnienie ponownego spotkania?

Czy tam, w niebie, rozpoznamy się nawzajem? Jakże często zadawane jest to pytanie. Niektórzy swobodnie wyrażają pragnienie odnowienia w niebie tych szczęśliwych związków, które na ziemi zostały rozerwane przez odejście ukochanej osoby. Inni jednakże mają pewne obawy przed wypowiadaniem się na ten temat. Zastanawiają się nawet, czy pragnienie ponownego spotkania (po niemiecku Wiedersehen, po Holendersku — Wederzien) jest słuszne. Czyż głównym celem człowieka nie jest „wychwalać Boga i radować się nim na wieki”. I czyż Psalmista (Ps. 73:25) nie zakrzyknął:

„Kogóż innego mam w niebie, jeśli nie ciebie?” Odpowiedź wydaje się następująca: należy potępić wszelką taką tęsknotę za wzajemnym rozpoznaniem się i odnowieniem więzi, jeżeli ma ona wyłącznie uczuciowy charakter i nie uwzględnia przede wszystkim oddawania czci Bogu. Jednakże pragnienie, aby spotkać się ponownie w tym celu, by w towarzystwie tych, którzy nas poprzedzili i tych, którzy przyjdą po nas, wspólnie wychwalać Odkupiciela jest absolutnie usprawiedliwione. W rzeczywistości, stworzeni jesteśmy dla wspólnoty. Zgadzam się całkowicie z dr H. Bavinckiem, który w cytowanym już dziele (s. 707—708, tłumaczenie moje) tak mówi: „Pragnienie, aby spotkać się raz jeszcze po drugiej stronie grobu jest całkowicie naturalne, w pełni ludzkie a także zgodne z Pismem. Ono (Pismo) bowiem nie uczy nas o tym rodzaju nieśmiertelności, który odarty jest z wszelkiej zawartości i należą do niego widmowe dusze, lecz raczej o nieustającym życiu, jakie staje się udziałem rzeczywistych istot ludzkich… A przeto, choć prawdą jest, iż nasza radość w niebie będzie polegała głównie na wspólnocie z Chrystusem, to należy do niej także wzajemna wspólnota ludzi. A nawet i tu, na ziemi, ten drugi rodzaj wspólnoty, aczkolwiek zawsze niedoskonały, nie pozbawia nas wierzących wspólnoty z Chrystusem, lecz wspólnotę tę umacnia i wzbogaca. Tak tez będzie w niebie. Głównym pragnieniem Pawła było odejść i być z Chrystusem (Flp. 1:23; I Tes. 4:17), lecz Jezus odmalował radość w niebie używając symbolu uczty, do której wszyscy zasiądą wraz z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem (Mat. 8:11, por. Łuk. 13:28). Zgodnie z tym nadzieja ponownego zobaczenia się w niebie nie jest niewłaściwa, jeżeli jest podporządkowana tęsknocie za wspólnotą z Chrystusem”.

2. Czy Pismo naucza, iż takie radosne rozpoznanie się i odnowienie wspólnoty będą miały miejsce?

W cytowanej już wspaniałej pracy na temat Doktryny Reformowanych dr H. Banvinck omawia z godną polecenia ostrożnością wiele kontrowersyjnych tematów. Jednakże w sprawie rozpoznawania się dusz w życiu po życiu, wypowiada się bardzo zdecydowanie i otwarcie. Pisze tak (op. cit. s. 688):

„Bez żadnych wątpliwości zmarli rozpoznają w niebie tych, których znali na ziemi”.

Ci, którzy wraz z dr H. Bavinckiem przyjmują teorię rozpoznawania i odnowienia wspólnoty odwołują się zazwyczaj do następujących fragmentów Biblii, z których nie wszystkie dostarczają bezpośrednich dowodów.

a. Zgodnie z Iz. 14:12 mieszkańcy krainy umarłych natychmiast rozpoznali króla babilońskiego, gdy do nich wstępował i zaśpiewali mu szyderczą pieśń: „O jakże spadłeś z nieba, ty, gwiazdo jasna, synu jutrzenki! Powalony jesteś na ziemię, pogromco narodów”!

b. Zgodnie z Ez. 32:11 z krainy umarłych przemawiali do faraona i narodu egipskiego potężni bohaterowie.

c. Zgodnie z Łuk. 16:19—31 bogacz rozpoznał Łazarza.

d. Zgodnie z Łuk. 16:9 przyjaciele, których zyskaliśmy sobie ofiarowując materialne dary będą nas witać w niebiańskich mieszkaniach. Chorzy, których odwiedzaliśmy, osieroceni, którym okazywaliśmy sympatię i poganie, dla których byliśmy narzędziami zbawienia, będą nas oczekiwali u progu nieba, aby przyjąć swoich dobroczyńców do swego kręgu i wspólnie wychwalać Tego, Który jest źródłem wszelkiego błogosławieństwa. To z pewnością zakłada wzajemne rozpoznanie i odnowienie więzi wspólnoty.

e. Zgodnie z I Tes. 2:19—20 (porównaj też II Kor. 4:14) w chwili nadejścia Jezusa Chrystusa misjonarze ujrzą ostateczną realizację swojej nadziei i doświadczą najwyższej radości, spostrzegając jak owoce ich misjonarskich wysiłków stoją w radości, podzięce i czci po prawicy Chrystusa. A czyż odnowienie rozerwanej wspólnoty nie wynika z II Tes. 4:13—19?

3. Odpowiedzi na zarzuty.

Zarzut a. Niektóre z przytoczonych tu fragmentów Pisma, które mają popierać teorię rozpoznania i odnowienia wspólnoty, odnoszą się do zdarzeń, które będą miały miejsce w czasie powtórnego nadejścia Chrystusa a nie w stanie pośrednim. Gdy Chrystus ponownie przyjdzie, otrzymamy ciała, przy pomocy których możliwe będzie rozpoznanie się. Jednakże w żaden sposób nie dowodzi to, iż już teraz w niebie, bezcielesne dusze rozpoznają się wzajemnie.

Odpowiedź. Argument ten ma pewną wartość, tę mianowicie. iż zwraca uwagę na konieczność dokonania rozróżnienia. Z pewnością po powrocie Chrystusa, gdy z powrotem otrzymamy nasze odnowienie i zmartwychwstanie ciała, rozpoznanie i przywrócenie wspólnoty będą o wiele bogatsze. Pomimo to różnice między stanem ostatecznym a pośrednim nie są aż tak wielkie, aby to, co powiedziano o stanie ostatecznym nie dotyczyło, przynajmniej w ogólnej zasadzie, stanu pośredniego. Zarazem niektóre z cytowanych fragmentów jasno odnoszą się do dusz natychmiast po śmierci. Prócz tego, jeżeli bezcielesne przecież anioły mogą się wzajemnie rozpoznawać (Dań. 10:13), to dlaczego mamy to uznać za niemożliwe dla bezcielesnych dusz wierzących.

Zarzut b. Jeżeli mamy od razu rozpoznać naszych przyjaciół, których spotkamy w niebie, to powinniśmy zarazem odczuwać brak tych naszych przyjaciół, znajomych i krewnych, którzy nigdy do nieba nie przybędą. To zaś uczyniłoby nas nieszczęśliwymi nawet w niebie.

Odpowiedź. Czy nasz Pan, Jezus Chrystus nie odczuwał braku tych, których tak serdecznie upominał na ziemi. Czy powiedzielibyście w takim razie, że Chrystus jest w niebie nieszczęśliwy? Czy odpowiedź nie brzmi tak: gdy już dostaniemy się do nieba, wszystkie więzi, które nie są więzami w Chrystusie (włącznie z więzami rodzinnymi) przestają być ważne? Czy Ewangelia Mateusza 12:46—50 nie wskazuje na to?

Zarzut c. Zgodnie z Mat. 22:23—33 wszystkie ziemskie związki zostaną w przyszłym życiu całkowicie wymazane. A zatem rozpoznawanie tych, których znaliśmy na ziemi byłoby bezsensowne.

Odpowiedź. Nie tego naucza Ewangelia Mateusza 23:23—33. Uczy ona, że ponieważ w przyszłym życiu nie będzie już śmierci — nie będzie już więzi małżeńskich ani nie będą one konieczne. Pod tym względem będziemy podobni aniołom w niebie. Omawiany fragment nic nie mówi o zaniknięciu wszystkich związków, jakie mieliśmy w Panu na ziemi.

Wiara w ponowne spotkanie w przyszłym życiu jest mocno zakorzeniona w Biblii.

ROZDZIAŁ 14

Czy pamięć, wiara i nadzieja idą wraz z nami do chwały? Czy w niebie istnieje czas?

Przeczytaj Obj. 6:9—11

1. Krótka interpretacja wizji dusz zgromadzonych u stóp ołtarza.

Jan ujrzał nie niebo, lecz jego symboliczną wizję. Pomimo to wizja byłaby pozbawiona sensu, gdyby nie stanowiła odbicia rzeczywistości. W związku z tym, jak mieliśmy prawo wyciągać pewne wnioski z podobieństwa o Łazarzu i bogaczu, tak też możemy postępować w przypadku wizji Jana.

W widzeniu swoim Jan ujrzał ołtarz, który w tym przypadku odpowiada całopalnemu ołtarzowi, na którym rozlewano krew zwierząt ofiarnych (III Mojż. 4:7). Pod ołtarzem zobaczył Jan krew zabitych świętych. Ujrzał ich dusze, gdyż „życie (dusza) ciała jest we krwi” (III Mojż. 17:11). Święci ci zostali zabici dla Słowa Bożego i dla świadectwa, jakie dawali Jezusowi Chrystusowi jako Zbawicielowi. Teraz dusze ich proszą o pomstę nad tymi, którzy na ziemi byli sprawcami ich śmierci.

Każdemu z zabitych dano białą szatę — symbol prawości, świętości i uroczystego nastroju. Dano im także przyrzeczenie, iż ich modlitwy zostaną wysłuchane, choć czas sądu jeszcze nie nadszedł. Tak więc dusze te muszą jeszcze „przez krótki czas” odpoczywać, do chwili, gdy ostatni wybrany przybędzie do owczarni i dopełni się liczba męczenników. Bóg wie, ilu ma ich dokładnie być. Dzień ostatecznego sądu nie może nastąpić, zanim liczba ta nie zostanie osiągnięta.

Czyż nie jest słusznym wniosek, iż dusze te odpoczywały przez pewien czas, odpoczywają teraz i muszą jeszcze odpoczywać? Dr H. Bavinck stwierdza: „Mają oni przeszłość, którą pamiętają, teraźniejszość, w której żyją i przyszłość, do które} dążą” (op. cit. s. 709, 710).

2. Czy pamięć, wiara i nadzieja idą wraz z nami do chwały?

Zacznijmy od pamięci. Bogacz z omawianego tu podobieńswa (Łuk 16:28) pamiętał, iż na ziemi miał pięciu braci. W dniu sądu niektórzy źli ludzie będą wspominali, iż prorokowali, wypędzali demony i czynili wiele cudów (Mat. 7:22).

Czy sprawiedliwi nie będą w ogóle nic pamiętać? Ewangelia Mateusza 25:37—40 poucza nas, iż będzie wręcz odwrotnie. Co więcej, jak odkupieni będą mogli śpiewać nową pieśń wychwalającą Boga za Jego dzieła odkupienia, jeżeli nie dana im będzie pamięć o tych dziełach? I czy nawet sam fakt śpiewania pieśni (Obj. 14:3; 15:3.4, patrz też 5:9) nie zakłada określonego przesuwania się w czasie — od chwili rozpoczęcia pieśni poprzez jej trwanie aż do zakończenia? Czyż nie implikuje to, że przeszłość, teraźniejszość i przyszłość istnieją i w niebie. Jest oczywiście prawdą, iż większość okupionych w chwale nie będzie posiadała głosu aż do chwili zmartwychwstania. Czyż jednak uniemożliwia to śpiewanie? Czy pełne chwały strofy nie mogą dźwięczeć w ich sercach? Czy nawet tu na ziemi w naszych sercach nie brzmią zwrotki pieśni o miłości? Jeżeli chcecie, możecie nazwać te pieśni symbolami — z pewnością są one symbolami czegoś bardzo rzeczywistego.

Ustaliliśmy już, iż pamięć, oczyszczona ze wszelkich nalotów grzechu, lecz będąca przecież pamięcią, idzie z nami do nieba. Pamięć ta odnosi się, rzecz jasna do przeszłości. Jak zaś wygląda zagadnienie wiary w niebieskiej teraźniejszości. Niektórzy twierdzą, iż:

„W niebiosach nasza wiara zniknie Nadzieja się spełnieniem stanie Lecz miłość jaśniej tam rozbłyśnie Wiać miłość daj nam dziś, o Panie”.

W pewnym sensie wiara rzeczywiście znika (por. II Kor. 5:7). Wiara w obietnicę, która nie została dotychczas wypełniona, zamieni się w rozkosz związaną z jej wypełnieniem. Z pewnością jednak wiara, rozumiana jako aktywne zaufanie do Boga nie będzie w niebie nieobecna. Czyż nie będzie świeciła wspanialej niż dotychczas, nie usłyszymy tam bowiem okrzyku: „Wierzę, pomóż niedowiarstwu memu”?

A jak będzie wyglądała sprawa nadziei na przyszłość? Fakt, że nadzieja idzie z nami do chwały wynika z najlepszej możliwej interpretacji Pierwszego Listu do Koryntian 13:13. Nadzieja, podobnie jak miłość i wiara nie znikają, „gdy nastanie doskonałość” i gdy będziemy widzieć „twarzą w twarz”. Dusze odkupionych w niebie wiedzą dobrze, iż znajdują się zaledwie w stanie przejściowym. Jak już powiedziano tęsknią oni do chwili, gdy otrzymają wspaniale ożywione ciała i dołączą do nich wszyscy inni, którzy mają dopełnić ich liczbę. Tęsknię za dniem, w którym odziedziczą „nowe niebo i nową ziemię” a ich Pan będzie publicznie pomszczony. Prawdziwe są słowa, które znajdujemy w artykule Jaohannesa G. Vosa pt. ..Stan pośredni” — „The Intermediate Stale”, zamieszczonym w piśmie „Christianity Today” 12 maja, 1958, s. 12:

„Biblia opisuje stan pośredni jako stan prowizoryczny, w którym ani błogosławieństwo zbawionych, ani potępienie zgubionych nie są ostateczne”.

Tak więc dusze zbawionych rzeczywiście żyją w niebie, dziękując Bogu za przeszłość, będąc z Nim w teraźniejszości i licząc na jeszcze wspanialszą przyszłość — wspanialszą od teraźniejszości, którą się radują. Jest to życie w trzech czasach, a jednak w chwale.

3. Czyż jednak taka wizja stanu pośredniego nie zakłada, że dla ludzkich istot będzie istniał czas w niebie… i w piekle?

Idea, iż czas w każdym jego dopuszczalnym rozumieniu, nie będzie istniał w przyszłym życiu jest bardzo mocno zakorzeniona w umysłach wielu ludzi. Została ona wpojona przez popularne pieśni, jak na przykład ta: „I rękę swą podniósłszy do nieba zaprzysiągł, że nie będzie już więcej czasu”. Jeżeli oprzemy się na notatkach robionych przez studentów podczas wykładów dr A. Kuypera Starszego, ów wielki teolog i mąż stanu wypowiadał się na ten temat z wielkim przekonaniem. Był on absolutnie pewien, iż w stanie przejściowym nie będzie istniał czas. Opierał się mocno na tekście Obj. 10:6, do którego nie raz się odwoływał „I poprzysiągł na tego, który żyje na wieki wieków… że już więcej nie będzie czasu” (Nie jest to polski tekst Objawienia, lecz wierny przekład tekstu cytowanego przez Kuypera — przyp. tłum.). Należy żałować, iż wielki teolog nie zadał sobie trudu bardziej krytycznego przestudiowania tekstu, na którym się tak mocno opierał. W świetle kontekstu znacznie bardziej wiarygodne jest tłumaczenie następujące (tak przetłumaczono ten fragment w polskim przykładzie a także w „American Standard Version”, w „Revised Standard Version” oraz w nowym tłumaczeniu holenderskim — przyp. tłum): „I poprzysiągł na tego, który żyje na wieki wieków… że to już długo nie potrwa”.

Osobiście zgadzam się z dr G, Vosem, który w odniesieniu do czasu, który ma nadejść stwierdza co następuje: „Paweł nigdy nie dowodził, iż życie ludzi po zakończeniu tego wieku będzie pozbawione trwania, pozbawione wszelkich przedziałów czasowych. Takie życie jest, co oczywiste, przywilejem wyłącznie Stwórcy. Uwiecznianie mieszkańców czasu, który ma nadejść, jest równe ich deifikacji, która to myśl, zgodna z pogańskimi spekulacjami na temat życia przyszłego, całkowicie nie mieści się w religii biblijnej” („Eschatologia św. Pawła” — „The Pauline Eschatology s. 290). Podobnie wypowiada się dr. H. Bavinck (op. cit., s. 709): „Ci, którzy umierają, pozostają skończonymi i ograniczonymi istotami i nie mogą istnieć poza czasem i przestrzenią. Miary czasu i przestrzeni będą, czego możemy być pewni, całkowicie inne po tamtej stronie grobu, od używanych po tej stronie mil i godzin. Lecz nawet istniejące tam dusze nie będą ani wieczne, ani wszechobecne jak wieczny i wszechobecny jest Bóg… Nie zostaną wyniesione ponad wszelki czas, tj. czas rozumiany jako następstwo kolejnych momentów”.

Chciałbym również podkreślić, iż całkowicie zgadzam się z dr Johannesem G. Vosem, który we wspomnianym już artykule stwierdza: J. Stafford Wright sugerował, że w stanie pośrednim umysł człowieka zostanie przestawiony na inną skalę czasu niż ta, która obowiązuje w fizycznym wszechświecie. Nie jesteśmy wszakże w stanie odgadnąć, jaka to będzie skala”. Zwracał on uwagę na fakt, iż dla dusz znajdujących się u stóp ołtarza okres pomiędzy męczeńską śmiercią a zmartwychwstaniem w dniu ostatecznym był „krótkim czasem”, aczkolwiek trwa on już bardzo długo.

A więc, gdy ktoś zadaje pytanie „Czy w niebie istnieje czas?” i ma na myśli ruch od przeszłości poprzez teraźniejszość ku przyszłości — można to nazwać trwaniem lub następstwem momentów — odpowiedź musi brzmieć ,,tak”. Jeżeli pyta on następnie: „Czy pod wszystkimi względami jest to czas znany na ziemi (tj. mierzony obecnymi, ziemskimi miarami) odpowiedź musi brzmieć „nie”.

ROZDZIAŁ 15

Czy w niebie istnieje postęp?

Przeczytaj II Kor. 3:12—18 i Ef. 3:14—21

1. W niebie nie ma postępu w uświęceniu.

„I nie wejdzie do niego (do nieba) nic nieczystego…” (Obj. 21:27). Gdy wierny umiera, jest w tej samej chwili całkowicie oczyszczony z grzechu we wszelkiej postaci. Jest przeto jasne, iż w niebie nie będzie żadnego postępu w sferze świętości, Abraham nie jest dzisiaj ani trochę bardziej święty niż był w chwili wejścia do nieba. Nie ma w niebie żadnego postępu w bezgrzeszności. Pod tym względem wszyscy odkupieni są absolutnie doskonali od chwili przekroczenia perłowych bram.

2. Pomimo to w niebie może doskonale istnieć postęp, na przykład w wiedzy, miłości i radości.

Nie znam w całej Biblii ani jednego fragmentu, który by bezpośrednio i dosłownie wykazywał istnienie postępu w niebie. Kościół nie włączył tej idei do wyznania wiary. Jeśli ktoś skłonny nie zgadzać się z istnieniem postępu w niebie, ma pełne prawo, aby tak uczynić. Jest to bowiem teoria wydedukowana bez bezpośrednich dowodów słuszności.

Pomimo tego, co powiedziano powyżej, wielu ludzi — jak np. H. Bavmck, J. J, Knap, R. C. H. Lenski i J. D. Jones — wierzy, iż postęp istnieje. Pogląd ten oparty jest na wnioskowaniu i dedukcji. Osobiście uważam, iż wnioskowanie i jego efekty są w pełni uprawnione. Opinię tę opieram na następujących podstawach:

a. Biblijna doktryna nieustającego życia (Jn 3:16; 11:25.26;

szczególnie zaś 10:10). Zgodnie z Pismem,. dusza wchodząca do nieba żyje nadal. Nie pozostaje na wieki w tym samym stanie, nie jest po prostu „zawieszona w próżni”. Żyje jeszcze obficiej niż dotychczas. A przecież żyć, znaczy myśleć, być we wspólnocie, widzieć, słyszeć, radować się itd. Moim zdaniem, dla istot skończonych znajdujących się w bezgrzesznym stanie, takie życie oznacza postęp. Czy jest w ogóle możliwe myśleć i nie powiększać swojej wiedzy? Czy można mieć wspólnotę — i fo jaką wspólnotę — i nie robić postępu w miłości? Czy możliwe jest, abyśmy widzieli i słyszeli wspaniałości nieba i nie stawali się bogatsi w doświadczenia niebiańskiej radości?

Co więcej, postęp w wiedzy, miłości i radości nie musi być koniecznie sprzeczny z doskonałością. Jak tu, na ziemi, „doskonałe” dziecko, to dziecko, które się rozwija, tak „doskonałym” dzieckiem Chrystusa jest ten, komu „przybywa mądrości i wzrostu oraz łaski u Boga i ludzi” (Łuk. 2:52). Tak może być równie dobrze i w niebie.

b. Biblijna nauka o wielkości Boga i małości człowieka. (Iz. 40:25.26; 44:6; 45:5). Zgodnie z Biblią nasze dusze są — i zawsze będą — skończone i ograniczone. Jednakże Bóg w Chrystusie jest — i zawsze będzie — nieskończony i nieograniczony. Nie ma Boga prócz Boga. Gdy więc, w warunkach braku grzechu i śmierci, co jest wynikiem odkupienia, skończone spotka się z nieskończonym, czy możliwe jest, aby skończone nie rozwijało się? Gdy nieskończone bogactwa niebios zostaną wylane na naczynia o ograniczonej pojemności, czyż jest możliwe, aby naczynia te nie napełniały się coraz bardziej i bardziej?

Weźmy, na przykład, miłość Chrystusa do nas. Nawet w niebie będziemy starać się poznać „szerokość i długość i wysokość i głębokość” tej miłości. Oczywiście żadna odkupiona •dusza nie będzie tego czyniła na własną rękę. Będzie starała się wspólnie „ze wszystkimi świętymi”. Jednakże nawet wówczas, zgodnie z tym, co mówi Biblia, miłość Chrystusa do nas będzie „przewyższać wszelkie poznanie”. Jej pełnia zawsze będzie zbyt wielka dla ludzkiego pojmowania. Jak powiedział poeta:

„Niech będzie morze atramentu kałamarzem

a niebo zwojem pergaminu nieskończonym

Niech każdy człowiek będzie pisarzem

a każda trawka piórem naostrzonym

Lecz miłość Boga do człowieka chcąc opisać

ocean by do dna wyczerpać trzeba

a zwój i tak nie zmieściłby wszystkiego

choćby go rozpiąć aż po krańce nieba”.

Tak właśnie widzę chwałę życia w niebie — coraz głębiej będziemy wchodzić w miłość Chrystusa i wiecznie będziemy odkrywać, iż nie osiągnęliśmy dna ani go osiągnąć nie możemy, bowiem nie ma ona dna — jest nieskończona. Nikt nam nigdzie nie powie „Teraz wiecie już o Bożej miłości w Chrystusie wszystko, co wiedzieć można”. Gdyby bowiem możliwe było nieskończone poznanie Bożej miłości — lub któregokolwiek z Jego atrybutów — my przestalibyśmy być skończeni. Sami stalibyśmy się Bogiem. A przecież nie ma Boga prócz Boga. A zatem, jak długo miłość Chrystusa pozostaje nieskończona, a my, skończeni, możemy robić postępy w znajomości tej miłości i w pełnym miłości i radości odpowiadaniu na nią. Czyż jest do pomyślenia, iż ten, kto — choćby tylko oczami duszy — spogląda na chwałę Boga w Chrystusie, mógł nie czynić postępu w wiedzy, miłości i radości?

c. Biblijna nauka o braku grzechu w niebie (Mat. 6:10; Obj. 21:27). Zgodnie z Pismem, w niebie nie ma grzechu. Oznacza to, iż usunięta jest podstawowa przeszkoda w rozwoju. Nie będzie tam ani grzechu, ani przekleństwa. Wydaje się. iż umysł niezaciemniony przez grzech będzie się lepiej rozwijał, niż umysł obciążony grzechem. Serca, których nie dręczą już rezultaty grzechu łatwiej będą robiły postępy niż serca przez nie gnębione.

d. Symboliczny język Pisma (I Jn. 3:9; Obj. 22:1.2; por. Ez. 47:1—5). Biblia obrazuje życie wieczne lub zbawienie przy pomocy symboli wzrastającego ziarna, rosnącego i dającego owoce drzewa figowego, pogłębiającej swe nurty rzeki itd. Wszystkie te symbole wydają się zakładać postęp.

e. Biblijna nauka o trwałym charakterze nadziei (I Kor. 13:13). Nadzieja oznacza radosne przewidywanie chwały, która ma nadejść. Pewnym jest, że i tu, na ziemi, także mamy nadzieję. Ta jednakże nie zawsze zostaje spełniona. W niebie wszakże każda nadzieja doczeka się spełnienia, a zarazem nigdy nie ustanie. Czyż ten dwojakiego charakteru fakt nie zakłada wiecznego postępu — postępu w wiedzy, miłości, radości, nadziei itd? Zaprawdę moim zdaniem w niebie, nawet w stanie przejściowym, istnieje postęp.

c.d. czyli
Czy zmarli źli ludzie idą do piekła? (rozdz. od 16 do 22)

________
Wydawca: ZKE, Warszawa 1987, Tytuł oryginału The Bible on The Life Hereafter. Prawa do publikacji: Pastor.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *